To był ten czas! To była ta chwila! Wreszcie, za przykładem Polonii amerykańskiej, po wielu latach „w ciemności”, rozbite, skłócone i zatomizowane środowisko Polonii niemieckiej dostrzegło, że skuteczne służenie pomocą krajowi, bronienie swoich interesów w kraju zamieszkania, może odbywać się tylko dzięki stworzeniu jednolitej reprezentacji polskich środowisk w Niemczech.

 

Kto by pomyślał, że to już dziesięć lat!

Dopiero, kiedy padły okowy totalitarnej niesprawiedliwości, narodowi polskiemu dane było, po dramacie 1939 roku, wykonanie głębokiego oddechu atmosferą wolności i niepodległości. Przyczyniając się jednocześnie do powrotu Polski w szeregi demokratycznych krajów Europy. Nowa sytuacja w kraju rozbudziła też aktywność wśród emigracji polskiej społeczności (przed i posolidarnościowej), dotąd skutecznie blokowanej między innymi przez polskie placówki konsularne i dyplomatyczne, którym, trzeba to przyznać, doskonale udawało się rozbijanie i skłócanie poszczególnych środowisk. Ba, oficjalne czynniki rządowe twierdziły nawet, że Polonia w ogóle nie istnieje!

Jednak, to był ten czas! To była ta chwila! Wreszcie, za przykładem Polonii amerykańskiej, po wielu latach „w ciemności”, rozbite, skłócone i zatomizowane środowisko Polonii niemieckiej dostrzegło, że skuteczne służenie pomocą krajowi, albo bronienie swoich interesów w kraju zamieszkania, może odbywać się tylko za pomocą stworzenia jednolitej reprezentacji polskich środowisk w Niemczech. Tym bardziej, że nowa sytuacja polityczna oraz sprzyjająca sprawom polskim i Polonii w Niemczech atmosfera, wytworzona została m.in. przez oficjalne instytucje rządowe, jak np. Wspólnotę Polską, czy też Kolońską Ambasadę RP.

Wydaje się, że jednak najbardziej zdopingowały organizacje polonijne do działania podpisane Traktaty polsko-niemieckie z dnia 14 listopada 1990 roku o potwierdzeniu istniejących między nimi granic oraz późniejszy, z dnia 17 czerwca 1991 roku o sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Mimo, że pierwsze kontakty już trwały, to właśnie po tym ostatnim wyraźnie wzmogła się aktywność przedstawicieli różnych organizacji polonijnych usilnie szukających płaszczyzny wzajemnego porozumienia.

W końcu, po prawie dwuletnich przygotowaniach, 15 lutego 1992 roku, w Polskim Domu Katolickim Polskiej Misji Katolickiej w Dortmundzie, spotkali się przedstawiciele kilkunastu organizacji polonijnych, działacze emigracyjni, księża, przedstawiciele „Wspólnoty Polskiej" oraz Ambasady RP w Niemczech na czele z ówczesnym ambasadorem, Panem Januszem Reiterem.

"Och! Co to był za ślub”…, chciałoby się zaśpiewać słowami znanego przed laty przeboju. To było przysłowiowe „polskie piekło”! Prawie wszyscy skakali sobie do oczu. „Najwaleczniejszymi" okazały się organizacje i osobistości życia polonijnego w Niemczech, którzy przez dziesięciolecia związani byli z tak zwanym „obozem niepodległościowym”. Najwięcej kontrowersji wzbudzał inż. Janik, prezes Zw. Polaków „Zgoda”, organizacji, która przez wiele lat silnie i jawnie związana była z władzami totalitarnego rządu w Warszawie. Nikt nie mógł sobie wyobrazić, że ten Związek ma odgrywać znaczącą rolę w przyszłych władzach wspólnej organizacji. Zażądano wręcz, aby „Zgoda" odcięła się w sensie merytorycznym i personalnym od fatalnej przeszłości. Wielu z ówczesnych uczestników oświadczało wręcz, że współpracować będą jedynie ze: „Zgodą” odrodzoną, odrzucającą swą przeszłość i definitywnie skompromitowanych liderów". Wśród uczestników znaleźli się także ludzie nurtu antyklerykalnego i antykościelnego. Było też kilku, z wypowiedzi których wyraźnie wynikało, że ponad wszystko dbają o sprawy osobiste a najmniej o dobro przyszłej organizacji. Na sali wrzało, jak na historycznych sejmikach. „Patrzą na was tysiące” – apelował do zebranych ambasador Reiter – nic nie pomagało. Pretensjom, antypatiom, uprzedzeniom i wzajemnym oskarżeniom nie było końca. Dyskusje toczyły się wokół spraw proceduralnych i mało ważnych.

Kiedy dzień począł chylić się ku zachodowi a walki wciąż trwały, jeden z dziennikarzy uczestniczących w tym historycznym spotkaniu zaczął nagle walić w stół znalezionym gdzieś młotkiem i przekrzykując wszystkich oświadczył: "…zabiję drzwi i okna gwoździami i nie otworzę, dopóki nie zobaczę lecący z komina biały dym!". Sala zamarła… i wybuchnęła śmiechem. Wydaje się, że właśnie w tym momencie pękł polski syndrom nieufności, bo w dwie godziny później powstał Kongres Polonii Niemieckiej!

Dzisiaj śmiało rzec można, że finał tego historycznego dnia zawdzięcza się „importowanemu” specjalnie na to spotkanie z Londynu, dr Zygmuntowi Szkopiakowi, człowiekowi obdarzonemu niezwykłym talentem mediacyjnym, uporowi ambasadora Janusza Reitera i przedstawicieli Wspólnoty Polskiej oraz vice ministra R. Iwana.

Współtwórcami Kongresu stało się wówczas 16 organizacji i stowarzyszeń polonijnych, które na pierwszego prezesa Kongresu Polonii Niemieckiej (KPN) wybrali ks. dr Jerzego Sobkowiaka. Niedługo potem Kongres wspierało już kilkadziesiąt organizacji. Wielu z tych, którzy wówczas nie wsparli Kongresu, przepowiadało mu szybką klęskę, a z upływem lat wielu sympatyków opuściło jego szeregi. Przyczyny są różne. Kongres Polonii Niemieckiej został zarejestrowany w sądzie dortmundzkim 25 sierpnia 1992 roku. Dzisiaj KPN skupia 27 organizacji polonijnych i nie spełnia co prawda przewodniej idei powołania Kongresu – reprezentowania interesów wszystkich Polaków w Niemczech, ale wbrew wszystkim przeciwnościom istnieje, działa i cieszy się dobrą kondycją.

Jak pamiętamy, nieco świeżej krwi dostarczyło Kongresowi powierzenie na pamiętnym dortmundzkim spotkaniu w czerwcu 1996 roku funkcji prezesa niezwykle prężnemu działaczowi polonijnemu dr med. Zbigniewowi Kosteckiemu. Prowadzone przez niego nowoczesne i odpowiadające dzisiejszym standardom biuro organizacji, wyraźnie zwiększyło aktywność Kongresu.

W dniu 30 listopada 2002 roku w Domu Polskim Zw. Polaków „Zgoda" w Recklinghausen odbyły się uroczystości jubileuszu X -lecia powstania KPN, które rozpoczęto odśpiewaniem hymnu narodowego. Dostojnych gości przywitał prezes Kongresu dr Kostecki, który jednocześnie wygłosił okolicznościowe przemówienie, a potem niektórzy uczestnicy spotkania założycielskiego podzielili się swoimi wspomnieniami i refleksjami z tych historycznych chwil.

Uczestnicy spotkania uczcili także wspólną modlitwą zmarłego niedawno, a wspominanego wyżej dr Zygmunta Szkopiaka, byłego ministra spraw zagranicznych rządu emigracyjnego w Londynie.

 

Arno Giese Recklinghausen

Grudzień 2002 r.