Tu jestes: Home Artykuły Gorzki smak powrotów
POLECAMY !
Nadchodzące wydarzenia
 

Poprawne wyświetlanie tej strony gwarantuje:

 



 oraz wiele innych "mniej popularnych" przeglądarek.
Gorzki smak powrotów

Z górą 20 lat temu osiadłam za granicą mając za sobą doświadczenia nie tylko pustych półek  sklepowych, ale również kontaktów z ówczesnymi urzędnikami. Jeden z incydentów utkwił mi szczególnie w pamięci. Dotyczył bolesnej sprawy, znanej niemal każdemu Polakowi, tzn. wszelkich działań, które przyspieszyłyby otrzymanie mieszkania.

Po latach wyczekiwania, już brzemienna, udałam się z prośbą do prezydenta mojego miasta i powołując się na przepis ułatwiający mi jakoby przyznania lokum (wychowałam się w domu dziecka) – liczyłam na życzliwość z jego strony. Wpierw musiałam wyczekać, wyprosić, wybłagać, wydeptać, bo sekretarka w żaden sposób nie umiała zmieścić mnie w harmonogramie godzin przyjęć prezydenta. Wykazałam się jednak determinacją i w końcu otrzymałam prawo stanięcia przed obliczem Jego Eminencji. Łypnął kątem oka na podanie, potem na mój coraz bardziej zarysowujący się brzuszek i wygłosił orację, którą zapamiętałam do końca życia, nie ze względu na stylistyczną doskonałość monologu, lecz absolutną niekompetencję i niewiedzę owego pana. Prezydent ów w łaskawości pouczył mnie, że należało wcześniej pomyśleć o mieszkaniu i meblach, a dopiero potem zająć się prokreacją, tak więc moja żywiołowość biologiczna była w jego oczach naganna.  Mogłam wprawdzie przedstawić na poczekaniu wynik rachunku prostego i dowieść,  że matką mogłabym zostać w wieku ok. 65 lat, ale zrozumiałam, że nie ma  w tym najmniejszego sensu. Więc wybiegłam z gabinetu prezydenta żałując, że w ogóle zabiegałam tak uparcie o widzenie.

Po latach przeżywam swoiste de’ja’ vu. Ofiarą polskich urzędów jest teraz mój syn, który naiwnie uwierzył w hasła propagujące powrót do kraju i po optymistycznych lekturach broszur informacyjnych skłaniających do powrotu w ojczyste strony, wraz z rodziną i gotówką uzbieraną za oceanem, przeprowadził się w rodzinne strony. Zakupił w Kanadzie sprzęt do prowadzenia działalności, oczekiwał szybkiego rozruchu.
I tu zaczęła się gehenna. Pieniądze topniały szybko, a syn rozruszyć biznesu nie może, bo potrzebna jest zgoda tego, tamtego, nie bardzo wiadomo kogo, więc odsyłają tu i tam, w te i nazad i tak w kółko Macieju. Jednym słowem  „nie z naszej winy, a urzędników nie możemy rozpocząć działalności usługowej” - jak powiadają. Wybiegane wcześniej zaświadczenia, certyfikaty, licencje i atesty coraz bardziej wypychają teczki domowego biurka, ale ostatecznego pozwolenia jak nie było, tak nie ma, gdy tymczasem inne, poprzednie wybiegane, straciły ważność. W jednym z urzędów towarzyszyłam jako obserwator. Oto moje spostrzeżenia.
Biura komfortowo wyposażone ze środków UE, technika na najwyższym poziomie, a za pulpitami sekretarki, asystentki, i Bóg jeden raczy wiedzieć co za personel, pozbawiony elementarnej wiedzy i kompetencji. Wszyscy oczekują na decyzję kierownika, którego właśnie nie ma, a tylko on jeden (wyśniony, wymarzony), jak zechce – rozstrzygnie: „Proszę złożyć, a pan kierownik…A kierownik na sesji, naradzie, spotkaniu, w delegacji,  albo po prostu przyjąć nie może. Bez kierownika urząd jest bezradny. Znajomi twierdza, że syn nie uwzględnił przyspieszacza najważniejszego, wspomagającego wydanie decyzji…

Nie chcę jednak w to wierzyć, a póki co cisną się natrętnie myśli.
Co z tego, że wybiera się w Polsce demokratyczny rząd, że walczy się o sprawne, lokalne władze, jeśli owe władze obsługuje „jakoby urzędnik”, który pozbawiony jest uprawnień, a ja podejrzewam nawet, że ich mieć nie bardzo chce. Po co? Wygodnie, rozkosznie i za nic nie odpowiada: „Co złego to nie ja”! Apatia urzędnicza w Polsce jest powszechna i to właśnie ich, urzędników, powinno się kontrolować i rozliczać. Jest akurat odwrotnie. Nawet jeśli się uda otworzyć tzw. biznes, urzędnicy – kontrolerzy bezustannie gnębią nieszczęśników, ścigając ich absurdalnym przepisami i ustawami. Pytam – kto wymyśla owe bezsensowne zarządzenia? Komu one służą?
Dziś opowiadanie o zakładaniu samodzielnej działalności w Polsce, a potem o ustawicznych kontrolach wpisuje się na stałe w pejzaż polskiego piekiełka urzędniczo – administracyjnego. Niestety!

Autorka Krystyna Koziewicz

 

Komentarze użytkownika Polecane Drukuj Wyślij znajomemu Czytaj więcej
PDF
Wpisany przez Krystyna Koziewicz   
Piątek, 28 Maj 2010 10:05
 
WebKongres
Ulti Clocks content

Poniedziałek
06
Wrzesień 2010
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama