historiaduszpasterstwa.htm marzec 2006
od 23 marca 2006
|
DODATEK do „Naszego Słowa” DZIEJE DUSZPASTERSTWA POLSKIEGO W NIEMCZECH (1945-1986)Wstęp Przemiany polityczne, gospodarcze i społeczne XIX i XX stulecia wywołały zjawisko migracji, czyli wędrówkę ludzi zarówno wewnątrz, jak i poza granice poszczególnych krajów. Brak dostatecznych środków do życia niejako wypycha ludzi do poszukiwania pracy i lepszych warunków życia w krajach bardziej rozwiniętych, przyjmujących emigrantów jako tanią siłę roboczą. Wielu ludzi ze względów ideologicznych, religijnych i politycznych szuka schronienia i azylu w innych krajach. Istnieją też grupy studentów, naukowców i artystów, którzy opuszczają kraj, by szukać własnego rozwoju na obczyźnie. Zdarzają się też wypadki migracji z motywów subiektywnych, mianowicie istniejąca w człowieku pewna „pokusa wędrowania” skłania go do poznania innego kraju. Powiedzenie, że nie ma na świecie państwa, gdzie nie byłoby Polaków bliskie jest prawdy. Polska bowiem poza Chinami, Włochami i Niemcami posiada najliczniejszą emigrację. Kościół zawsze zdawał sobie sprawę z konieczności roztoczenia opieki religijno-moralnej nad emigrantami. Stolica Apostolska przypominała szczególnie w ostatnim półwieczu, aby biskupi i kapłani poświęcali wiele uwagi duszpasterstwu wiernych - przebywających na emigracji. Opublikowano ok. 100 dokumentów na temat spraw migracyjnych. Powoływano specjalne międzynarodowe organizacje i komisje, odbywano kongresy, poświęcone tematyce migracji. Przy Kongregacji dla Biskupów powstał specjalny Urząd d/s Migracyjnych, którego zadaniem jest koordynacja pracy duszpasterskiej wśród emigrantów. W krajach, które posiadają największą liczbę migrantów, założono specjalne zgromadzenia zakonne m.in. w 1932 r. ks. August kard. Hlond powołał da życia Towarzystwo Chrystusowe dla Wychodźców Polskich. Problematyce migracyjnej poświęcono cały szereg biuletynów i różnych czasopism. Tak więc Kościół uznaje prawo naturalne do istnienia mniejszości narodowych, respektuje ich specyficzne cechy i własną kulturę - całe dziedzictwo narodowe. Wśród krajów, które na stałe przyjmują Polaków, jedno z pierwszych miejsc zajmują Niemcy. Ludność polska zamieszkiwała tereny zagarnięte przez Prusy w wyniku rozbiorów Rzeczypospolitej. Wielu Polaków szukało w Rzeszy lepszych warunków życia i przybywało tam na stałe lub sezonowo. Podczas ostaniej wojny okupant hitlerowski osadził na „nieludzkiej ziemi” blisko dwa miliony obywateli polskich, jako przymusowych robotników, jeńców wojennych i kacetowców. W końcu wielu Polaków przybyło do Niemiec Zachodnich wskutek przemian solidarnościowych w Polsce. Ogromna większość polskich emigrantów przyczyniła się do rozwoju Niemiec pod względem ekonomicznym i kulturalnym. Często byli to ludzie zdolni, pracowici, oszczędni i wykształceni. Wśród nich pracowali księża polscy, którzy nie tylko byli duszpasterzami, lecz również ambasadorami polskości na obczyźnie. Problematyka duszpasterstwa polskiego w Niemczech, które rozwinęło się szczególnie po zakończeniu drugiej wojny światowej, lecz swymi korzeniami sięgało drugiej połowy XIX w., znalazła swoich historyków.
I. Duszpasterstwo polonijne w Niemczech przed 1945 r.Duszpasterze polskiej emigracji zarobkowejZachodni sąsiad Rzeczypospolitej od wieków przyciągał Polaków, którzy osiedlali się w różnych miastach niemieckich. Zajmowali się oni kupiectwem, działali jako pełnomocnicy królewscy, nawet występowali jako działacze religijni. Wielu młodych Polaków studiowało na niemieckich uniwersytetach, skąd przywozili do kraju – zwłaszcza w pierwszej połowie XVI stulecia – różne nowinki religijne reformatorów niemieckich na czele z Marcinem Lutrem. Niektóre instytuty naukowe zatrudniały polskich naukowców. Pierwsze większe skupiska Polaków na ziemi niemieckiej powstały dopiero po upadku Powstania Listopadowego, kiedy wiele księstw niemieckich przyjęło polskich patriotów. Masowa emigracja ludności polskiej „w poszukiwnaniu chleba” w Niemczech nastąpiła w latach 70-tych XIX w. Sprzyjało temu ogromne zapotrzebowanie na siłę roboczą, głównie w kopalniach Zagłębia Ruhry. Zjednoczone Niemcy bowiem po zwycięstwie nad Francją w 1870 r. otrzymały od niej ogromny kapitał, który został przeznaczony na rozwój przemysłu. Ok. 1890 r. ponad 100 tys. Polaków żyło w środkowych i zachodnich rejonach cesarstwa. W 1900 r. było ich tam już 250 do 300 tys., a w 1914 r. ok. 750 tys., skupionych głównie w Westfalii i Nadrenii, prowincji hanowerskiej i w Berlinie. Oprócz tego rozwijała się również emigracja sezonowa, zarówno z zaboru pruskiego, jak z Galicji i Królestwa. Spis z 1907 r. wykazywał na terenie Prus 237 tys. polskich robotników sezonowych, a w 1914 r. liczba ich wzrosła do 282 tys. Sytuacja polskich emigrantów była dość skomplikowana. Pod względem społecznym byli najemnikami, od strony rasowej – Słowianami, językowo-etnicznie – Polakami, wyznaniowo (z wyjątkiem Mazur) - katolikami. Początkowo władze pruskie sądziły, że Polacy szybko ulegną germanizacji, żyjąc w środowisku niemieckim. Tymczasem okazało się, że przybysze za Odry wkrótce sami powołali różne organizacje i związki polityczne, kulturalne, zawodowe i religijne. O tej emigracji Bernard Chrzanowski pisał: „Sami oni tam przecież, w braku wielkiej inteligencji zawodowej, braku polskich księży, lekarzy, adwokatów, zakładali swe towarzystwa i je prowadzili, sami załatwiali wszelkie zatargi z władzami pruskimi i sami urządzali swe uroczystości”. Jest rzeczą zdumiewającą, że polscy emigranci, będący w większości wyznania rzymsko-katolickiego, od początku wykazywali wielkie przywiązanie do Kościoła, żarliwość religijną, ofiarność i szacunek dla duchowieństwa. Pozbawieni byli jednak systematycznego duszpasterstwa polskiego, a praca pojedynczych księży miała charakter dorywczy. Czasem odwiedzali ich duszpasterze z parafii rodzinnych, którzy w tajemnicy przed władzami, pruskimi (szalał wówczas Kulturkampf, walczący z katolicyzmem i polskością) odprawiali nabożeństwa, głosili kazania w języku polskim i słuchali całymi godzinami spowiedzi. Z posługą duszpasterską śpieszyli również polscy księża studiujący na uniwersytecie w Münster. Jednym z nich był ks. Antoni Kantecki, który otrzymał miano pierwszego polskiego duszpasterza w Zagłębiu Ruhry. Nie posiadamy jednak bliższych danych o jego pracy w Bottrop, którą musiał zakończyć w związku z tzw. „Ustawą Majową” kanclerza Bismarcka. W 1874 r. wrócił do swej archidiecezji poznańskiej. W okresie Kulturkampfu nie do pomyślenia było systematyczne duszpasterstwo polonijne, choć biskupi diecezji Paderborn i Münster dostrzegali problem braku tego duszpasterstwa i obawiali się aby polscy katolicy nie przechodzili na protestantyzm. Niepokoiły ich też poszczególne przypadki udziału polskich katolików w ewangelickich nabożeństwach Mazurów. Stąd polecali, aby posługi religijne wśród wychodźctwa spełniali w miarę swych możliwości księża miejscowi. Można przypuszczać, że na ogół wzajemne stosunki układały się bezkonfliktowo, chociaż ze względów językowych nie brakowało rozmaitych trudności. Te względy powodowały podejmowanie sporadycznych prób sprowadzenia polskich księży w charakterze duszpasterzy misyjnych, wędrownych. Najwybitniejszym z grona tychże księży wędrownych był ks. Władysław Enn, pochodzący z archidiecezji gnieźnieńskiej. Kilkakrotnie objeżdżał on teren Westfalii, gdzie w ukryciu przed władzami pruskimi głosił kazania w języku polskim i słuchał spowiedzi św. Pod koniec maja 1878 r. przemierzył teren Saksonii, zatrzymując się w Magdeburgu, Halle i Merseburgu. Dwa lata później dokonał ponownego objazdu tych terenów.
Po wstąpieniu na tron papieski Leona XIII, nastąpiło stopniowe złagodzenie walki kulturnej w Niemczech. Ciągle wzrastała liczba polskich emigrantów. Pojawiały się wypadki udzielania pozwoleń na odprawianie nabożeństw z kazaniem w języku polskim. Biskup paderboński Kasper Drobe, rozpoczął starania o pozyskanie polskiego kapłana do pracy wśród Polaków na terytorium jego diecezji. Duszpasterzem tym został ks. Józef Szotowski, kapłan diecezji chełmińskiej. Dnia 23 XII 1884 r. otrzymał on nominację wikariusza przy bochumskiej parafii św. Piotra, z przeznaczeniem dla duszpasterstwa polskiego w granicach diecezji Paderborn. W Bochum osiadł on w opustoszałym klasztorze redemptorystów, tworząc tam ośrodek duszpasterski dla Polaków. Co drugą niedzielę odprawiał nabożeństwa z polskim kazaniem w Bochum, a w pozostałe niedziele udawał się z posługą kapłańską do innych miast diecezji paderbońskiej, a nawet sąsiednich diecezji: kolońskiej i monastyrskiej. Otrzymał miano „duszpasterza Polaków wszystkich terenów wychodźczych na Zachodzie”. Obok pracy ściśle duszpasterskiej rozwinął wielką działalność organizacyjną, tworząc 20 nowych towarzystw polsko-katolickich. Nosiły one kościelny charakter, wykluczały dyskusje polityczne i stawiały sobie za cel krzewienie „usposobienia braterskiego i dobrych obyczajów”. Wszystkie podjęły regularną pracę oświatową, a część z nich zakładała kasy zapomogowe. W tej twórczej działalności duszpastersko-organizacyjnej, ks. Szotowski napotykał nieraz szykany ze strony niektórych duchownych niemieckich, niechętnie spoglądających na jego rosnącą popularność. Niektórzy rządcy parafii, które odwiedzał, opóźniali lub w ogóle nie wypłacali należnej mu pensji. Do innych szykan należało niezawiadamianie o jego przyjeździe, odmawianie mu kwatery na plebanii, ustawianie konfejonału w miejscu narażonym na przeciągi, co odbiło się na jego zdrowiu. W 1889 r. gorliwy duszpasterz polonijny podjął staranie o sprowadzenie do Zagłębia Ruhry drugiego księdza polskiego. Niestety Konferencja Episkopatu Niemieckiego w Fuldzie odmówiła prośbom Polaków i ich duszpasterza, tłumacząc swe stanowisko brakiem księży w diecezjach na Wschodzie Niemiec i sugerując jednocześnie myśl sprowadzenia zakonników z Krakowa. Na początku 1890 r. ks. Szotowski opuścił Zagłębie Ruhry, a za pretekst jego odwołania posłużył fakt, że w pracy duszpasterskiej przekraczał wyznaczone mu granice terytorialne. W latach 90-tych XIX stulecia nastąpiło pewne złagodzenie pruskiej polityki antykościelnej i antypolskiej. Dnia 1 IV 1890 r. do pracy misyjnej wśród wychodźctwa polskiego został oddelegowany ks. dr Franciszek Liss, pochodzący z diecezji chełmińskiej. Jego przybycie do Zagłębia Ruhry zapoczątkowało nowy etap w dziejach tamtejszej polskiej emigracji. Zamieszkał, podobnie jak poprzednik, w bochumskim klasztorze redemptorystów, przy kościele pw. Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Głównym jego zadaniem była praca duszpasterska wśród polskiego wychodźctwa w zachodniej części diecezji paderbońskiej, której granice nie przekraczał. W kolejne niedziele każdego miesiąca odprawiał Msze św z polskimi kazaniami i pieśniami w Dortmundzie, Bochum i Gelsenkirchen, a w pozostałe niedziele na zmianę w innych większych skupiskach polskich. Nawet w dnie powszednie odwiedzał poszczególne kolonie polonijne celem słuchania spowiedzi św. i odprawiania nabożeństw paraliturgicznych, na które składały się nieszpory śpiewane po polsku, wystawienie Najświętszego Sakramentu, litania, kazanie i błogosławieństwo. W czasie wizyt odwiedzał chorych, przyjmował pary narzeczonych, nie uczył jednak dzieci katechizmu, bowiem uczęszczały one do szkół niemieckich i tam pobierały naukę religii oraz przystępowały do sakramentów św. Polski duszpasterz odprawiał nabożeństwa z okazji zjazdów towarzystw polsko-katolickich, poświęcał sztandary, wygłaszał płomienne kazania. Sam objął główny patronat nad tymi towarzystwami, znacznie powiększając ich liczbę. Skupiały się one głównie wokół trzech ośrodków: Bochum, Gelsenkirchen i Dortmundu. W październiku 1893 r. było ich tam 28 z ok. 2300 członkami. Duchowny patron zmienił też charakter stowarzyszeń, lansując ciągle powtarzane hasło; „Módl się, pracuj, oszczędzaj i ucz się!” Dzięki niemu stowarzyszenia zaczęły odgrywać rolę ośrodków samokształceniowych, dążących do utrzymania języka polskigo i poszerzenia wiedzy ogólnej. Ks. Liss w duszpasterstwie wykorzystywał również zakładane przez siebie czasopisma. Przez własną gazetę „Wiarus Polski” starał się dotrzeć do każdej grupy emigrantów i zachęcić ich do organizowania się. W „Posłańcu Katolickim” ogłaszał informacje dotyczące odprawiania nabożeństw, spowiedzi św., a także wyjazdów do poszczególnych ośrodków. Zamieszczał tam również kazania i rozważania religijne. Misjonarz westfalski starał się o pomoc innych księży w polskim duszpasterstwie, bowiem sam nie mógł podołać wielkiej pracy. W miarę swych możliwości sprowadzał na kilkudniowy pobyt - zwłaszcza w okresie wielkanocnym - kapłanów diecezjalnych i zakonnych z Polski, albo też studiujących w Münster. Jeden z takich studentów, ks. Franciszek Michalski, za zgodą biskupów stał się jego pomocnikiem w diecezji monastyrskiej. W 1892 r. ks. Liss zasugerował wysyłanie niemieckich kleryków z Zagłębia Ruhry na studia do seminariów duchownych w Poznaniu, Gnieźnie i Pelplinie, gdzie nauczyliby się języka i zapoznali z kulturą polską. Po powrocie do własnych diecezji zajęliby się duszpasterstwem ludności pochodzenia polskiego. Dzięki niemu jeden z franciszkanów, o. Andrzej Bolczyk, został w 1893 r. stałym duszpasterzem dla Polaków w dekanacie esseńskim. Ponadto ten wielki organizator życia polskiego na obczyźnie podjął myśl wykształcenia księży, pochodzących z rodzin emigrantów polskich. W ten sposób zrodziła się idea tzw. „Świętojózefacia”, polegająca na zbieraniu funduszów w celu kształcenia własnych księży i inteligencji. Działalność duszpasterska, organizacyjna i narodowościowa ks. Franciszka Lissa była dla biskupów niemieckich „niesympatyczna i niepożądana”. Dnia 24 VI 1894 r. pożegnano polskiego duszpasterza, a „kościół polski” w Bochum został zamknięty. Wychodźctwo polskie w Zagłębiu Ruhry nie otrzymało już na długie lata polskiego kapłana o tak szerokich uprawnieniach. Starano się rozwiązać „problem polski” przez wprowadzenie w 1894 r. nauczania języka polskiego dla kleryków i księży w seminarium duchownym w Paderborn, a później także w Münster. Oczywiście absolwenci, tychże kursów nie władali poprawną polszczyzną i często w pracy parafialnej ośmieszali się w oczach Polaków. Byli oni także z reguły przeciwnikami polskiego ruchu narodowościowego. Sytuacja ta wywołała falę polskich wieców, zebrań, petycji, protestów, a powstały w 1884 r. Związek Polaków w Niemczech za główną sprawę uważał kwestię polskiego duszpasterstwa dla wychodźców. Starania towarzystw polsko-katolickich przyniosły pewne rezultaty. W 1913 r. w Westfalii i Nadrenii czynnych było w polskim duszpasterstwie 75 księży, prawie wyłącznie Niemców, władających językiem polskim. W 24 parafiach odbywały się w każdą niedzielę nabożeństwa z polskim kazaniem i śpiewem, w 101 dalszych parafiach nabożeństwa takie odprawiano w dłuższych odstępach czasu, od dwutygodniowych do kilkumiesięcznych. Drugim - obok Westfalii i Nadrenii - wielkim skupiskiem Polaków w Niemczech był Berlin i okolice. Przebywali tam najczęściej niewykwalifikowani robotnicy i drobni rzemieślnicy wsi i małych miasteczek wschodnich terenów Rzeszy Niemieckiej. Doszło do tego, że kolonię polską w Berlinie wraz z Polakami zamieszkującymi wokół miasta w 1910 r. określano jako „ilościowo najpoważniejszą w Europie”. Najwięcej Polaków skupiało się w utworzonej w 1884 r. parafii św. Piusa, której pierwszym proboszczem został ks. Władysław Enn, znany nam już duszpasterz wędrowny pochodzący z Wielkopolski. Po objęciu parafii w październiku 1885 r., ks. Enn wprowadził regularne nabożeństwa z polskimi kazaniami i śpiewem w niedziele i święta o dogodnej dla polskich parafian godzinie 10.00. Była to wówczas jedyna parafia, w której Polacy mieli możność zaspakajania swych potrzeb religijnych w języku ojczystym. Proboszcz brał czynny udział w życiu całej kolonii polskiej, zmierzając do jej zintegrowania w oparciu o życie religijne i świadomość narodową. Był prezesem Towarzystwa Polsko-Katolickiego. Starał się o współpracę z różnymi organizacjami polskimi, a także utrzymywał kontakty z ks. Piotrem Wawrzyniakiem, słynnym społecznikiem wielkopolskim i z ośrodkami ruchu polskiego w Poznaniu. Kładł nacisk na wychowanie późniejszych działaczy polonijnych. Cieszył się ogromnym autorytetem wśród wychodźców. Niestety jego pobyt w niemieckiej metropolii nie trwał długo, bowiem już w 1887 r. został odwołany do archidiecezji poznańskiej. Tymczasem jego następca w Berlinie, ks. Wilhelm Frank, Ślązak władający językiem polskim, zajmował stanowisko powściągliwe, a nierzadko wręcz niechętne wobec parafian - Polaków. W parafii św. Piusa utrzymały się jednak nadal nabożeństwa z polskimi kazaniami i śpiewami, a z czasem ustanowiono je w innych parafiach berlińskich. Polacy zakładali Komitety Parafialne, których celem było domaganie się polskich chrztów, ślubów, pogrzebów oraz spowiedzi w języku polskim w konfesjonałach opatrzonych odpowiednimi napisami. Toczyli też walkę o przygotowanie dzieci do Pierwszej Komunii św. w języku polskim. Akcja ta w warunkach berlińskich miała doniosłe znaczenie wobec braku polskich szkół. Polacy domagali się też, aby w nowych świątyniach berlińskich był ołtarz z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej oraz św. Stanisławem Biskupem i św. Stanisławem Kostką.
Duszpasterstwo polonijne w Niemczech w okresie międzywojennym Po zakończeniu pierwszej wojny światowej i odzyskaniu przez Polskę niepodległości, część polskich wychodźców z Niemiec wróciła do kraju, inni przenieśli się do sąsiedniej Francji, jeszcze inni wyemigrowali do różnych krajów, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych i Kanady. W Zagłębiu Ruhry pozostało ok. 200 tys. Polaków i drugie tyle w wielkich miastach Rzeszy. Ponadto wzdłuż polskiej granicy mieszkało w Niemczech na dawnych ziemiach piastowskich ok. 1 miliona 200 tys. polskich autochtonów. Art. 71 „Traktatu Wersalskiego” przyznawał mieszkającym w Niemczech Polakom z obywatelstwem niemieckim prawo wyboru przyszłej przynależności państwowej i możliwość przesiedlania się. Jednak Polonia w Niemczech okresu międzywojennego pozostawała w zncznej mierze „emigracją zamkniętą”, słabo zasilaną dopływem nowych migrantów. Natomiast znaczną była emigracja sezonowa, którą po 1926 r. szacowano na ok. 100 tys. polskich robotników rolnych. Władze niemieckie prowadziły cały czas wzmożoną akcję germanizacyjną. Stąd cały wysiłek Polonii skierowany był na utrzymanie polskości poprzez wierność religii katolickiej i językowi ojczystemu. Duże znaczenie w tym względzie miało powstanie w 1922 r. Związku Polaków w Niemczech, którego działalność obejmowała całą ówczesną Rzeszę, podzieloną na pięć rejonów. Związek stał się punktem oparcia dla rozproszonych i nieskoordynowanych dotychczas poczynań polonijnych, a jego ideą było hasło: „Jesteśmy Polakami”. Długoletnim prezesem powstałej organizacji był ks. dr Bolesław Domański, proboszcz w Zakrzowie k/Złotowa. Działacze Związku, zdolni do ponoszenia ofiar w imię obrony sprawnego i samodzielnego działania, zwrócili szczególną uwagę na zorganizowanie szkolnictwa polskiego w Niemczech. W 1929 r. otwarto polskie szkoły stopnia podstawowego, w 1932 r. poświęcono gmach pierwszego polskiego gimnazjum w Bytomiu, a w 1937 r. otwarto następne w Kwidzynie na Powiślu. Przygotowano też polską szkołę w Berlinie i rozpoczęto budowę polskiego gimnazjum żeńskiego w Raciborzu, lecz władze hitlerowskie nie dopuściły do ich otwarcia. Polskie Towarzystwo Szkolne, działające pod egidą Związku Polaków w Niemczech, organizowało kursy języka polskiego, pomagało gimnazjalistom i polskim studentom oraz prowadziło kursy dokształcające dla dorosłych i kursy pedagogiczne. Zespolenie katolicyzmu z patriotyzmem było podstawą wierności narodowej. Organizowano przeto do Polski wycieczki i zloty sportowców, śpiewaków i inne. Były też pielgrzymki na Jasną Górę i do innych sanktuariów w kraju. W 1934 r. na II Zjeździe Polaków z Zagranicy w Warszawie wzięło udział 3 tys. Polaków z Niemiec. Nastąpiły wówczas symboliczne zaślubiny sztandarów ze znakiem „Rodła” z Wisłą. Po dojściu w 1933 r. Adolfa Hitlera do władzy, rozpoczęto zaplanowaną walkę z przejawami zorganizowanego życia polonijnego. Malało znaczenie Polaków w życiu publicznym, utrudniona była ich działalność kulturalna. Z licznych istniejących instytucji naukowych, kulturalnych i gospodarczych, prowadzonych przez ludność polską w Rzeszy, przetrwało do 1938 r. antypolską kampanię hitlerowską 58 szkół powszechnych, 2 gimnazja, 14 spółdzielni, 14 wydawnictw, 1 bank. Z okazji 15-lecia Związku Polaków w Niemczech dnia 6 III 1938 r. na Kongresie Polaków w Berlinie ogłoszono tzw. „Prawdy Polaków”: 1. Jesteśmy Polakami, 2. Wiara ojców naszych jest wiarą naszych dzieci, 3. Polak Polakowi bratem, 4. Co dzień Polak Narodowi służy, 5. Polska Matką naszą, nie można mówić o Matce źle. W okresie międzywojennym, mimo zorganizowania przez Episkopat Polski opieki duszpasterskiej nad polskimi emigrantami i powstania w kilku krajach Polskich Misji Katolickich, w Niemczech nie doszło do zorganizowania systematycznego duszpasterstwa dla ludności polskiej. Nadal korzystała ona z posługi księży niemieckich, którzy przyswoili sobie znajomość języka polskiego w niektórych niemieckich seminariach duchownych oraz pogłębiali tę znajomość języka i kultury u polskich proboszczów podczas wakacji w Wielkopolsce. W Westfalii w 1926 r. w 14 parafiach udzielano na żądanie chrztu i ślubu po polsku, m.in. w kościele Świętej Trójcy w Dortmundzie, BMP w Herne, św. Barbary w Recklinghausen i NMP w Witten. W 21 parafiach w każdą niedzielę odbywały się nabożeństwa z kazaniem i śpiewem w języku polskim, a w 8 parafiach odprawiano polskie nabożeństwa w każdą niedzielę ze śpiewem, ale bez polskiego kazania. W okręgu hamburskim w 1936 r. sprawowano dla Polaków następujące nabożeństwa w kościele św. Ansgara co niedzielę polskie nieszpory lub Gorzkie Żale w Wielkim Poście, w Rothenburgsort - co niedzielę Msze św. z kazaniem w języku polskim, a w Wielkim Poście Gorzkie Żale, w Billstedt - Mszę św. raz w miesiącu, a sporadycznie w Harburgu. Ponadto do 1931 r. w kościele św. Józefa na Altonie odbywały się w każdą niedzielę nabożeństwa ze śpiewem i raz w miesiącu z kazaniem w języku polskim. Wśród Polaków w Rzeszy mogli też pełnić posługę duszpasterską księża polscy, posiadający obywatelstwo niemieckie. W Westfalii owocnie działał ks. Józef Styp-Rekowski, zwany Księdzem Rodakiem lub kapelanem Związku Polaków w Niemczech. Wielką działaność duszpasterską, społeczną i oświatowo-wychowawczą prowadził wspomniany wyżej ks. Bolesław Domański, będący „duszą życia narodowego, symbolem jedności, rzecznikiem oporu wobec gwałtu, bezprawia i przemocy”. Z posługą kapłańską śpieszyli do Polaków wykonujących sezonowe prace rolne, księża z archidiecezji poznańskiej i gnieźnieńskiej. W latach 30-tych mogli oni duszpasterzować wyłącznie wśród robotników sezonowych. Sprawy duszpasterstwa polonijnego należały do kompetencji Delegatury Książęco-Biskupiej w Berlinie, a od 1930 r. do biskupa berlińskiego. W tym też roku wysunięto myśl wyłączenia z archidiecezji wrocławskiej Opolszczyzny i utworzenia osobnego biskupstwa z polskim biskupem na czele. Do Stolicy Apostolskiej skierowano odpowiednio udokumentowaną petycję, a całą sprawę poparł ks. August kard. Hlond, protektor polskiej emigracji. Ze względu na polityczny podtekst podjęte starania okazały się niemożliwe do zrealizowania. Władze hitlerowskie tłumiły wszelki przejaw zorganizowanego życia religijnego Polaków. W 1atach 1934-1939 skasowano w Rzeszy ok. 1 tys. polskich nabożeństw, niszczono polskie modlitewniki, wydalano księży za działalność religijno-patriotyczną. W tej akcji stosowano różne metody. Przenoszono księży znających język polski tam, gdzie nie było Polaków, zmieniano godziny nabożeństw polskich na bardzo wczesne, nakazywano odprawianie nabożeństw co drugą lub trzecią niedzielę w miesiącu, czy tylko kilka razy w roku.
Przebłyski duszpasterstwa polskiego w czasie drugiej wojny światowejW 1atach 1939-1945 na terenie Trzeciej Rzeszy przebywali polscy jeńcy wojenni, robotnicy przymusowi i kacetowcy. Władze hitlerowskie wydawały drakońskie prawa dotyczące ich życia religijno-społecznego, ograniczając do minimum oddziaływanie duszpasterskie. Najlepszą sytuację w tym względzie mieli robotnicy przymusowi, którym w 1940 r. pozwolono na udział w nabożeństwach niedzielnych i świątecznych, urządzanych osobno w porozumieniu z miejscową policją. Mogli do nich docierać duchowni narodowości niemieckiej w charakterze księży wędrownych. Gdy odległość warsztatu pracy od miejscowego kościoła była zbyt wielka, urządzano nabożeństwa w pomieszczeniach użyteczności publicznej, podczas których śpiewano polskie pieśni kościelne, zawarte w książeczce „Droga do nieba”. Wydano zakaz spowiedzi św. w języku polskim, pozwolono na pogrzeby kościelne, a o kazaniach nie wspomniano. W 1941 r. zabroniono robotnikom polskim uczestnictwa w nabożeństwach dla miejscowych parafian, pozwalając jedynie na specjalne nabożeństwa dla Polaków, sprawowane całkowicie w języku niemieckim. W 1943 r. pozwolono ludności polskiej uczestniczyć we Mszy św. tylko raz w miesiącu, a gdyby w tę niedzielę była praca, nie wolno im było pójść do kościoła w inną. W kościołach niemieckich mogły odbywać się jedynie chrzty dzieci polskich oraz pogrzeby Polaków według najprostszego rytu. Rząd Generalnej Gubernii odrzucił petycję metropolity krakowskiego Stefana Sapiehy, domagającą się wysłania pewnej ilości księży polskich do Rzeszy. W takiej sytuacji podjęto decyzję oddelegowania duchownych jako zwykłych robotników do wielkich skupisk Polaków. W Warszawie zorganizowano kurs przygotowawczy księży do tej pracy konspiracyjnej. Po odpowiednim przeszkoleniu księża zgłaszali się do niemieckiego Biura Pośrednictwa Pracy, by pod przybranym nazwiskiem lub zmienionymi personaliami wyjechać do Rzeszy. Początek działalności księży robotników przymusowych był bardzo trudny, lecz ich praca miała wielkie znaczenie, gdyż podnosiła na duchu i wzmacniała siły do walki o przetrwanie. W gronie bohaterskich kapłanów znaleźli się czterej chrystusowcy: ks. Zbigniew Delimata, który pracował jako robotnik w Selb, Pegnitz i Betzenstein, ks. Stanisław Malec - robotnik w fabryce porcelany w Schönwald, ks. Władysław Przybylski, pracujący w Selb i Pegnitz, oraz ks. Antoni Rauer, zatrudniony w fabryce broni w Magdeburgu. Znana jest działalność kapucyna o. Rudolfa Jakubka w Wiesmühlen, który w kwietniu 1945 r. został kapelanem I Dywizji Pancernej gen. Maczka. Nie udało się wyjechać do Niemiec polskim pallotynom, mimo ich starań w tym kierunku. Natomiast zrealizowali swoje zamierzenia w tej pracy konspiracyjnej niektórzy księża diecezjalni, m.in. ks. Andrzej Bardecki, ks. Antoni Gryźlak, ks. Stanisław Nowak. Ten ostatni w swych wspomnieniach podał, że przez pięć miesięcy - jako robotnik w fabryce amunicji - miał kontakt z polskimi chorymi, urządzał opłatek, nawiązywał łączność z krajem, otrzymując książeczki do nabożeństwa, obrazki i medaliki. Metropolicie krakowskiemu udało się zorganizować duszpaterstwo w obozach przejściowych, w tzw. „dulagach”, gdzie warunki bytowe były bardzo trudne. Wyznaczeni księża, jako kapelani obozowi, nieśli pomoc religijną załamanym i często zagubionym rodakom. Nawiązywali, kontakty listowne z wywiezionymi, organizowali wysyłanie im paczek, zawiadamiali rodzinę w kraju o miejscu pobytu deportowanych. Praca ta była trudna, bowiem należało zdobyć zaufanie osadzonych w obozie, a zarazem nie „podpaść” Niemcom za uprawianie działalności patriotycznej. W obozach jenieckich hitlerowskie dowództwo wojskowe zabroniło duchownym niemieckim wszelkiej pracy duszpasterskiej wśród jeńców wojennych. Mieli ich w teorii zastąpić duchowni przebywający w niewoli. Jeńcy skierowani do prac przymusowych podlegali w zakresie życia religijnego takim samym prawom, jak robotnicy przymusowi. Najtragiczniejsza była sytuacja w obozach koncentracyjnych, gdzie władze obozowe tępiły wszelkie przejawy życia religijnego. Katolicy polscy nie przestawali jednak potajemnie uprawiać praktyk religijnych. Wspólnie modlili się w jakimś ciemnym kącie bloku. Spowiadali się podczas pracy, w zakamarkach różnych pomieszczeń obozowych, za łóżkami w sypialniach, a nawet w ustępach, byle tylko nie dojrzał ich SS-mann, blokowy czy capo. W Dachau księża polscy od 25 III 1941 r. korzystali ze wspólnej kaplicy, mieszczącej się w bloku 26, zamieszkałym przez księży niemieckich. Uczestniczyli w niej w codziennej Mszy św. i innych nabożeństwach, odprawianych z początku przez ks. Pawła Prabuckiego z diecezji chełmińskiej, którego wyznaczyły władze obozowe. Po pół roku odebrano polskim księżom dotychczasowe przywileje, pozostawiając je tylko duchownym niemieckim oraz księżom z innych państw. Zamknięto więc kaplicę dla polskich duchownych, zakazano odbywania praktyk religijnych, zapędzono do pracy przymusowej. W kwietniu 1945 r., tuż przed wkroczeniem wojsk alianckich, przeniesiono wszystkich polskich księży z powodu przeludnienienia do pustego niemal bloku 26 księży niemieckich, gdzie już wszyscy mogli uczęszczać do kaplicy i odprawiać nabożeństwa. W takich to warunkach obozowych wielu zdobyło świętość.
II. Biskupstwo dla Polaków w NiemczechLudność polska w Niemczech po zakończeniu drugiej wojny światowejW chwili zakończenia drugiej wojny światowej na terenach byłej Trzeciej Rzeszy znajdowało się ponad 2 miliony Polaków, w tym. ok. 100 tys. dzieci i młodzieży w wieku do 18 lat życia. Ze strefy radzieckiej Polacy stosunkowo szybko wrócili do kraju natomiast w trzech zachodnich strefach okupacyjnych: amerykańskiej, francuskiej i brytyjskiej musieli z różnych przyczyn pozostać na „nieludzkiej ziemi”. Byli wśród nich przymusowi wysiedleńcy, zwani „dipisami” (Displaced Persons), do których zaliczano jeńców wojennych, robotników przymusowych, kacetowców oraz siłą ewakuowanych wraz z cofającym się frontem wojennym. Ponadto byli też członkowie starej emigracji, zwłaszcza westfalsko-nadreńskiej. Liczba Polaków malała z każdym rokiem, bowiem większość wracała mimo wszystko do Polski, inni emigrowali do różnych krajów w poszukiwaniu chleba i lepszych warunków życia. W warunkach powojennych ludność polską zgromadzono przede wszystkim w obozach dla wysiedleńców, których liczebność wynosiła od 100 osób do 25 tys. Zorganizowano również Kompanie Wartownicze przy armiach sojuszniczych oraz Kompanie Pracy. Byli też Polacy, którzy mieszkali prywatnie poza obozami. Liczba polskich obozów w lipcu 1945 r. wynosiła ponad 1 tys., a w początkach 1947 r. już tylko 344, z czego na strefę amerykańską przypadało 95, brytyjską 203 i francuską 46. Obozy tworzono w opuszczonych koszarach, barakach, zniszczonych halach fabrycznych, magazynach, budynkach szkolnych, gmachach użyteczności publicznej, a często i w lasach, w bardzo złych warunkach higienicznych. Obozowe zbiorowiska ludzkie charakteryzowały się nadmierną troską o zdrowie, dążeniem do wypoczynku i niechęcią do pracy. Pozornie polscy wysiedleńcy posiadali zapewnione bezpłatne wyżywienie, zakwaterowanie, odzież, opiekę lekarską i dentystyczną, lecz to wszystko w praktyce było nader niewystarczające. Wytworzył się specyficzny typ człowieka o „duszy wysiedleńca” z „kompleksem uchodźcy”, który żył w nienormalnych warunkach obozowych, wśród ludzi wyrwanaych z własnego kraju po ciężkich przeżyciach wojennych, którzy oczekiwali na powrót do Ojczyzny lub dalszej emigracji. Wiele do życzenia pozostawiał stan moralny tych ludzi, będący wynikiem sytuacji, w jakiej znaleźli się w okresie wojny i po jej zakończeniu. Stąd przed księżmi i innymi działaczami społecznymi stanęło wielkie zadanie, by wyrwać rodaków z upadku i poniżenia, skłonić do regularnego trybu życia i podnieść religijnie i moralnie. Do jesieni 1945 r. wysiedleńcy znajdowali się pod opieką wojskowych władz okupacyjnych, do końca lipca 1947 r. opiekowała się nimi UNRA, a do końca czerwca 1950 r. – IRO. Od tego czasu pozostali wysiedleńcy podlegali administracji powstałej, rok wcześniej Republiki Federalnej Niemiec. Prowadzono likwidację obozów, przenosząc ludność do nowo zbudowanych osiedli sytuowanych, często na przedmieściach, czasem nawet z dala o miast. Na terenach tych osiedli brakowało szkół, przedszkoli, kaplic, czy dużych sal, gdzie ludność mogłaby się gromadzić. Z czasem część Polaków przyjęła obywatelstwo niemieckie. W 1958 r. określono liczbę ludności polskiej w Niemczech Zachodnich na 80 tys. z wcześniejszej emigracji zarobkowej i 50 tys. z byłych wojennych niewolników. Na uwagę zasługuje też problem tzw. przesiedleńców, którzy dostarczyli Niemcom ogromnej ilości siły roboczej i przyczyn się do dynamicznego rozwoju gospodarki. W większości byli to Niemcy, których zmuszono do opuszczenia swoich domów na Śląsku i w Prusach Wschodnich. Byli tam również Polacy lub osoby zgermanizowane w niewielkim stopniu, głównie z rodzin mieszanych, dla których wyjazd na Zachód oznaczał wyrzeczenie się polskości. Wielu Ślązaków i Pomorzan masowo przyznawało się do narodowości niemieckiej, bowiem zraził ich system komunistyczny. Były też rodziny, które po 1945 r. udowadniały swoje polskie pochodznie, by uniknąć wysiedlenia, a w latach późniejszych doszły do wniosku, że są narodowości niemieckiej i przybyły do RFN. Niektórzy z nich w wielu wypadkach włączeni byli w jakiejś mierze do duszpasterstwa polskiego, uczestnicząc w polskich nabożeństwach niedzielnych i świątecznych oraz korzystając w okresie wielkanocnym ze spowiedzi św. w języku polskim.
Spontaniczne duszpasterstwo powojenne Praca duszpasterska wśród Polaków na terenach rozgromionych Niemiec rozpoczęła się tuż po wyzwoleniu przez armie sojusznicze. Wśród oswobodzonych znalazło się 900 księży polskich, w tym 761 z samego obozu koncentracyjnego w Dachau. Niektórzy kapłani rozpoczęli pracę duszpasterską już na terenie samych obozów koncentracyjnych, a ich działalność nie miała jeszcze charakteru zorganizowanego. Każdy z księży wziął pod opiekę rodaków, przebywających w poszczególnych blokach. Księża, odznaczając się wielką gorliwością, gromadzili wokół siebie wiernych, urządzali nabożeństwa, organizowali prowizoryczne miejsca kultu Bożego. W niemieckich kuriach biskupich otrzymywali bez trudności potrzebną jurysdykcję. Praca była bardzo trudna, bowiem wszystko należało załatwiać na własną rękę. Brakowało środków materialnych, pomocy duszpasterskich odpowiedniego sprzętu liturgicznego. Czasem nie zwracano uwagi na prowadzenie ksiąg metrykalnych, zwłaszcza ślubnych. „Formalności, księgi nie są konieczne - mówiono – natomiast ważne jest, by pary małżeńskie nie żyły w grzechu”. Wielu duchownych musiało się leczyć, bowiem przeżycia obozowe pozostawiły ślady na ich zdrowiu. Na jednego kapłana przypadała duża liczba wiernych, często bardzo zaniedbanych pod względem religijno-moralnym. Księża niekiedy byli przerzucani z miejsca na miejsce, nie posiadali w wielu wypadkach własnego mieszkania i kuchni, stąd spożywali posiłki ze wspólnego kotła. Pochłonięci byli też akcją społeczno-charytatywną. W ich pracy było wiele spontaniczności i wielkiego zapału. Ksiądz dla wielu ludzi był ostatecznym oparciem w ich duchowych i materialnych rozterkach. Od kwietnia do czerwca 1945 r. duszpasterstwo wśród ludności polskiej różnie kształtowało się w poszczególnych strefach okupacyjnych Niemiec. Atmosfera pracy zależała od dowództwa okręgów wojskowych i komendantów danych obozów. Na terenie strefy amerykańskiej i francuskiej znaleźli się prawie wszyscy księża wyzwoleni 29 IV 1945 r. z obozu koncentracyjnego w Dachau. Nie mogli oni od razu opuszczać obozu ze względu na epidemię tyfusu. Życiu obozowemu nadali pewną formę organizacyjną, wybierając na swych reprezentantów ks. Franciszka Jedwabskiego i ks. Edwarda Lubowieckiego. Powołali też Przedstawicielstwo Duchowieństwa Polskiego w Dachau, w skład którego weszli reprezentanci wszystkich diecezji i zgromadzeń zakonnych. Na czele tej organizacji stanął ks. Franciszek Korszyński, a jego zastępcą został ks. Franciszek Jedwabski. Obaj byli bardzo czynni w ówczesnej społeczności duchownych - kacetowców, a w przyszłości weszli do grona hierarchów polskich. Dzięki zabiegom Przedstawicielstwa zaopatrzono wszystkich księży w wydrukowane legitymacje kapłańskie i odtąd przestali być tylko numerami obozowymi. Dnia 5 V 1945 r. obóz w Dachau opuścili pierwsi księża: Jan Choiński, Szczepan Całujek, Czesław Kozal i Arkadiusz Tyczyński. Rozpoczęli oni działalność duszpasterską przede wszystkim w szpitalu obozowym w Allach k/München. Na przełomie maja i czerwca inni księża opuścili obóz w Dachau i zgromadzili się w pobliskiej miejscowości Freimann, gdzie zorganizowano wielki obóz dla wysiedleńców w dawnych koszarach wojskowych. W obozie tym ks. Franciszek Jedwabski powołał do istnienia Centralę Duszpasterstwa Polskiego, na czele której stanął jako dziekan. Centrala spełniała funkcję naczelnej instancji duszpasterstwa polskiego w Niemczech, choć praktycznie zakres jej działalności ograniczał się do strefy amerykańskiej i częściowo francuskiej. Reprezentowała ona duszpasterstwo polskie wobec władz alianckich, niemieckiej hierarchii kościelnej, Komitetów Polskich w poszczególnych ośrodkach oraz regulowała obsadę placówek duszpasterskich w Niemczech i Austrii, gdzie w Linzu organizował duszpasterstwo ks. Edward Lubowiecki. Od samego początku księża przesyłali sprawozdania ze swej pracy duszpasterskiej w terenie. Do Centrali płynęły też prośby o duszpasterzy, po których przysyłano nawet samochody. Były wypadki, że księża wyruszali w teren na własną rękę, zwykle autostopem narażając się na liczne niebezpieczeństwa. Oto relacja jednego z księży: „Każdą odjeżdżającą grupę żegnał ks. kan. Jedwabski dając na drogę prócz serdecznego uścisku i błogosławieństwa ojcowskiego kilka stron rytuału, powielanego na starych essesmańskich formularzach. To było całe wyposażenie jeszcze w pasiaki ubranego duszpasterza. Nawet katechizmu nie mógł ze sobą zabrać, bo go nie było”. Centrala Duszpasterstwa Polskiego została rozwiązana w lipcu 1945 r. z chwilą powstania Kurii Biskupiej. W strefie francuskiej duszpasterstwo polskie zaczął organizować ks. Józef Styp-Rekowski, późniejszy dziekan na tym terenie i prezes Związku Polaków w Niemczech. Główny ośrodek jego działalności znajdował się w Ravensburgu. Na terenie strefy brytyjskiej znajdowało się ok. 45 polskich księży i przeszło pół miliona Polaków, nie licząc starej emigracji westfalskiej. Ze względu na odległość utrudniona była łączność z Centralą we Freimannie, a także kurią polową w Londynie. Księżom uprawnień duszpasterskich udzielił naczelny kapelan wojsk brytyjskich ks. płk O΄Carrel, który za pośrednictwem swego zastępcy ks. Diwlinga pomógł nawiązać kontakt z ks. bp. Józefem Gawliną. Na początku czerwca biskup polowy udzielił wszystkim księżom polskim w Niemczech jurysdykcji oraz uprawnienia kapelanów kontraktowych, którzy otrzymali stopień kapitana i odpowiednie umundorowanie wraz z uposażeniem. Właściwymi organizatorami duszpasterstwa polskiego w strefie brytyjskiej byli w pierwszym okresie kapelani I Dywizji Pancernej i Samodzielnej Brygady Spadochronowej na czele z ks. płk. Franciszkiem Tomczakiem, jako dziekanem. Wielkie zasługi położył również ks. ppłk dr Jan Wojciechowski, jezuita, oswobodzony z obozu jenieckiego w Sandbostel. Na konferencji w Meppen w maju 1945 r. postanowiono, że na czele duszpasterstwa polskiego w strefie brytyjskiej stanie ks. Franciszek Tomczak. Nie posiadał on jednak żadnego polecenia władz kościelnych, a jedynem jego mandatem była własna gorliwość i życzenie dowódców I Dywizji Pancernej, gen. S. Macyka, a później gen. K. Rudnickiego. Po kilku tygodniach nadeszła z kurii polowej z Londynu depesza, by do czasu mianowania delegata biskupiego ks. Tomczak pełnił funkcję naczelnego kapelana. W czerwcu 1945 r. rozpoczęto sprowadzanie prawie 200 księży z obozu we Freimannie. Na czele tej akcji z polecenia naczelnego kapelana stanął ks. Bronisław Chrostowski. Środki lokomocji dostarczyła Dywizja Pancerna, a księża kapelani zajęli się zaopatrzeniem i rozmieszczeniem w terenie przybyłych w kilku grupach księży.
Ordynariusz Polaków w Niemczech i Austrii Stolica Apostolska, ze względu na dużą ilość Polaków w Niemczech i ich specyficzną sytuację, powołała ordynariat dla ludności polskiej, mający chrakter diecezji personalnej. Papież Pius XII, notą Sekretariatu Stanu z dnia 5 VI 1945 r., mianował ks. Józefa Gawlinę, ordynariuszem dla Polaków w Niemczech i w Austrii, wraz z określeniem zakresu jego jurysdykcji. Dotyczyła ona tylko polskich wysiedleńców przymusowych DP, a nie obejmowała starej emigracji przedwojennej. Oczywiście stara Polonia w Westfalii i Nadrenii również została objęta troską duszpasterską, lecz polscy księża wykonywali wśród niej swoje obowiązki w oparciu o jurysdykcję uzyskaną od tamtejszych biskupów niemieckich. Ponadto nadana jurysdykcja odnosiła się tylko do Polaków wyznania rzymsko-katolickiego, była zwyczajna, personalna i łączna z biskupami niemieckimi. Polacy przeto mogli też korzystać z posługi miejscowych proboszczów niemieckich, zwłaszcza wtedy, gdy w danej okolicy nie było księdza polskiego lub nastąpił jakiś konflikt między nim a polskimi parafianami. Ze względu na zakres terytorialny jurysdykcja ta obejmowała całe Niemcy i Austrię, lecz wkróte ograniczyła się tylko do zachodnich stref okupacyjnych, bowiem ze strefy sowieckiej bardzo szybko Polaków repatriowano, a Austria stała się samodzielnym państwem. Warto zaznaczyć, że tylko Polacy otrzymali własnego ordynariusza, bezpośrednio zależnego od Stolicy Apostolskiej, który posiadał tak szeroką jurysdykcję. Dla innych narodowości utworzono Misję Papieską w Niemczech, przekazując odpowiednie pełnomocnictwa dla poszczególnych delegatów narodowych. Podobne uprawnienia również zostały przyznane pismem Kongregacji dla nadzwyczajnych Spraw Kościelnych z dnia 28 II 1946 r. ordynariuszowi polskiemu. Dotyczyły one m.in. udzielania dyspensy od niektórych ślubów prywatnych, prawa udzielania błogosławieństwa papieskiego z odpustem zupełnym z okazji wizytacji kanonicznej polskich ośrodków duszpasterskich, a także udzielania niektórych odpustów, przy zachowaniu odnośnych przepisów kościelnych. Przyznana Polakom niezależna jurysdykcja stała się powodem niezadowolenia niektórych biskupów niemieckich, a na jej udzielenie z pewnością miało wpływ wstawiennictwo ks. Augusta kard. Hlonda, przebywającego w tym czasie w Rzymie. Po odpowiednich przygotowaniach w Rzymie, bp Józef Gawlina przybył 25 VI 1945 r. do München i pierwsze kroki skierował do Dachau, a następnie do Freimannu, gdzie został entuzjastycznie powitany. Działalność swoją zainaugurował od złożenia wizyt nuncjuszowi apostolskiemu w Niemczech, poszczególnym ordynariuszom niemieckim i władzom okupacyjnym, celem powiadomienia czynników oficjalnych o nominacji i sprawowanej funkcji. Następnie rozpoczął wizytację polskich ośrodków, docierając w bardzo trudnych warunkach do 63 obozów dla przesiedleńców. Ponadto odbył szereg konferencji w sprawach organizacyjnych z wikariuszem generalnym, duchowieństwem, przedstawicielami hierarchii niemieckiej, wojskowych władz okupacyjnych i organizacji polskich. Mimo tak wielu zajęć, znajdował czas, by odwiedzać mieszkania Polaków i odbyć z nimi rozmowy. Starał się być w pełni zespolony z tułaczami wojennymi, którzy nie wiedzieli, co mają z sobą robić. Znał - jak mało kto - ich dolę, wiedział o ich załamaniu i poniewierce. W późniejszych latach wielokrotnie przyjeżdżał na teren Niemiec Zachodnich, aby przeprowadzić wizytacje kanoniczne. Przy różnych okazjach celebrował Mszę św. pontyfikalną, widząc w niej źródło jednoczące Polaków. Podczas wizytacji osobiście przyjmował grupki polskich dzieci do Pierwszej Komunii św., a starszym udzielał sakramentu bierzmowania. Troszczył się o sprawę powołań kapłańskich i już 22 VII 1945 r. w kaplicy jezuitów w Pullach udzielił niższych i wyższych święceń klerykom, byłym więźniom obozów koncentracyjnych. Dla polskich studentów polecał fundować stypendia i wołał o zakładanie i popieranie fundacji, pomagających młodzieży polonijnej w Niemczech. W kazaniach apelował o pamięć modlitewną za rodaków poległych na frontach i zmarłych, odwiedzając nieraz ich groby na niemieckich cmentarzach. Bp Józef Gawlina rezydował stale w Rzymie, gdzie pełnił szereg innych obowiązków, a kierownictwo polskim duszpasterstwem w Niemczech w dużym stopniu powierzył swemu wikariuszowi generalnemu, ks. Edwardowi Lubowieckiemu, któremu też przekazał otrzymane uprawnienia jurysdykcyjne. Z kapłanami i swymi diecezjami kontaktował się przede wszystkim za pomocą słowa pisanego w formie orędzi, listów pasterskich i odezw. Wydawał je zazwyczaj z okazji świąt Bożego Narodzenia, Nowego Roku, Wielkiego Postu, Wielkanocy, Zesłania Ducha Świętego i innych ważniejszych obchodów religijnych i narodowych. We wszystkich formach nauczania podejmował tematy dotyczące problemów i potrzeb religijnych polskich wychodźców. Jego przepowiadanie było konkretne, nawiązujące do sytuacji odbiorców, krzepiło serca i budziło nadzieję, a także rozwijało uczucia patriotyczne. W pierwszej odezwie do polskich duszpasterzy z dnia 23 VII 1945 r. powiadomił o swej nominacji. Pisał m.in.: „Aczkolwiek nowy mój urząd jest tylko przejściowy, przecież nakłada na mnie i na Was, czcigodni księża, obowiązek ścisłej i zgodnej współpracy w duchu apostolskim wśród sytuacji niezmiernie trudnej”. Ordynariusz przygotowywał Polaków na powrót do kraju, gdzie „...czeka nas twarda praca odbudowy. Przygotujmy się więc rzetelnie do tych wielkich zadań - pisał do rodaków - jakie przed nami stoją, a przygotujmy się przede wszystkim do nich moralnie. Inaczej bowiem nasz chwilowy pobyt za granicą równałby się dowolnemu bezrobociu z wszystkimi szkodliwymi następstwami takiego położenia”. Opiekun polskiej emigracji, mający od 1952 r. godność arcybiskupa tyt. Madytu, doskonale wiedział jaka jest sytuacja w Polsce i co robi komunizm z Kościołem. W odezwie z 1950 r. ukazał trudne położenie Kościoła w kraju i wskazał, że mogą nadejść jeszcze większe prześladowania. A jednak w liście noworocznym z 1951 r. wołał: „Nie odwracajcie się plecami do Kraju. Twarzą do Polski! Takie jest nasze zadanie”. Wiele wysiłku poświęcił moralnemu zjednoczeniu Polaków, wiedząc, że ich wadą są spory, zazdrość, zawziętość i zaślepienie. Za podstawę zbudowania jedności Polaków uważał Kościół katolicki, który dysponuje uniwersalnymi wartościami religijnymi, szanuje kulturę i wartości narodowe, a dopuszcza różne poglądy w sprawach społeczno-politycznych. Początkowo bp Gawlina przekonany był o tymczasowości swego urzędu i nie spodziewał się, że będzie go piastował do śmierci, a biskupstwo dla Polaków przetrwa aż do 1975 r. Po ukazaniu się konstytucji apostolskiej Piusa XII „Exul Familia” z dnia 1 VIII 1952 r., znoszącej dotychczasowe uprawnienia wszystkich wizytatorów kanonicznych i delegatów narodowych w Niemczech Zachodnich, dla Polaków uczyniono wyjątek. Pismem z dnia 2 VIII tegoż roku Kongregacja Konsystorialna utrzymała bez zmian jurysdykcję bpa Gawliny nad Polakami wyznania rzymsko-katolickiego w RFN. Ordynariusz Polaków w Niemczech zmarł nagle 21 IX 1964 r., w czasie obrad Soboru Watykańskiego II nad zagadnieniem duszpasterstwa emigracyjnego. Wraz z jego śmiercią, zgodnie z kan. 317 KPK, skończyła się władza wikariusza generalnego. Spodziewano się utworzenia Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech Zachodnich, jak to miało miejsce w innych krajach. Tymczasem Stolica Apostolska w porozumieniu z Prymasem Polski i katolicką hierarchią RFN utrzymała dotychczasowy stan prawny. Dekretem Sekretariatu Stanu z dnia 20 X 1964 r. ks. Edward Lubowiecki, wikariusz generalny bpa Gawliny, został mianowany „wizytatorem kanonicznym dla tych wszystkich, którzy zostali deportowani, względnie wyemigrowali z Polski i przebywają na terytorium Niemiec”. Dekret przyznawał ks. Lubowieckiemu wszelkie pełnomocnictwa, jakie posiadał dotychczasowy ordynariusz, potwierdzał uprawnienia, z których korzystał, dodając władzę ich subdelegowania. Nadawał mu tytuł wizytatora kanonicznego, pełniącego obowiązki ordynariusza personalnego ludności polskiej, przebywającej na terytorium RFN, zarówno Polonii przedwojennej, wojennej jak i powojennych emigrantów. Przekazane uprawnienia jurysdykcyjne pochodziły bezpośrednio od Stolicy Apostolskiej. Ten stan prawny pozostał bez zmian do chwili, śmierci ks. infułata Edwarda Lubowieckiego, który zmarł 12 XII 1975 r. i został pochowany na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.
Działalność Kurii Biskupiej W myśl kan. 363 ówczesnego KPK bp Józef Gawlina dnia 30 VII 1945 r. powołał do istnienia Kurię Biskupią, której celem by zorganizowanie regularnego duszpasterstwa. Początkowo siedziba kurii mieściła się we Freimannie k/München, gdzie było największe skupisko polskich przesiedleńców DP i księży z obozu w Dachau. Mankamentem była zbyt wielka odległość siedziby kurii od większości polskich ośrodków duszpasterskich, co utrudniało księżom nawiązywanie kontaktów z kurią. Z tego też względu ordynariusz postanowił przenieść agendy kurialne do bardziej centralnie położonego Frankfurtu n/Menem, gdzie mieściła się główna kwatera wojsk amerykańskich. Po odpowiednich rozmowach z okupacyjnymi władzami amerykańskimi, dnia 21 sierpnia urządzono kurię na przedmieściu Schwanheim, w 1946 r. przeniesiono ją na Mauritiusstrasse 4, a wreszcie w 1953 r. usytuowano ją w centrum miasta przy Altkönigstrasse. We wrześniu 1945 r. wikariusz generalny został przydzielony do amerykańskiej kwatery głównej i otrzymał stopień podpułkownika. W München przez pewien czas działała Ekspozytura Kurii Biskupiej, na której czele stał ks. Feliks Małecki, dziekan bawarski. Właściwym kierownikiem całego duszpasterstwa polskiego w Niemczech Zachodnich był wikariusz generalny, któremu ordynariusz przekazał wszystkie uprawnienia jurysdykcyjne. Ponadto otrzymał on szereg specjalnych uprawnień przyznanych mu przez Stolicę Apostolską, jak prawo udzielania Polakom sakramentu bierzmowania, możliwość konsekrowania kielichów, erygowania Drogi Krzyżowej i nakładania na nią zwykłych odpustów, przyjmowanie na łono Kościoła katolickiego członków innych wyznań, a także apostatów. Na jego regularnych sprawozdaniach w znacznej mierze bazowały decyzje ordynariusza. Poza zajęciami w kurii do ważniejszych obowiązków wikariusza generalnego należało wizytowanie placówek duszpasterskich na terenie Niemiec Zachodnich. Osobiście brał udział w dekanalnych i regionalnych konferencjach duszpasterskich, odbywał szereg spotkań z przedstawicielami władz kościelnych i państwowych oraz różnych organizacji społeczno-charytatywnych międzynarodowych i polskich. Wiele uwagi poświęcał sprawie pomocy dla potrzebującej pomocy ludności polskiej, zwłaszcza dla uczącej się młodzieży i dzieci. Pierwszym wikariuszem generalnym był ks. kanonik Franciszek Jedwabski, dotychczasowy dziekan i kierownik Centrali Duszpasterstwa Polskiego w Niemczech. Włożył on ogromny wysiłek w organizowanie agend kurialnych. Urząd wikariusza pełnił do 13 XI 1945 r., kiedy wyjechał do Rzymu, a następnie został biskupem sufraganem w Poznaniu. Po jego wyjeździe obowiązki wikariusza generalnego objął ks. Edward Lubowiecki, kapłan archidiecezji krakowskiej, dotychczasowy dziekan obwodu Linz w Austrii. Urząd ten sprawował do śmierci bpa Józefa Gawliny w 1964 r., kiedy został zamianowany ordynariuszem dla wszystkich Polaków w Niemczech Zachodnich. Bardzo owocne były jego podróże do Stanów Zjednoczonych, których celem było przedstawienie trudnej sytuacji Polaków w Niemczech i uzyskanie pomocy, zwłaszcza dla emigracyjnych młodych rodzin. Za zasługi położone w dziedzinie zorganizowania duszpasterstwa i podniesienia moralności wśród polskich wysiedleńców w Niemczech, amerykańskie władze okupacyjne odznaczyły go w 1947 r. medalem wolności „Freedom” z brązową palmą, a papież Pius XII nadał mu godność prałata domowego. Współpracownikami wikariusza generalnego byli notariusze kurialni, których głównym zajęciem było załatwianie licznej korespondencji (do końca 1945 r. ok. 1300 listów), wysyłanie metryk do kraju i za granicę, prowadzenie archiwum, którym początkowo opiekował się ks. Edward Skowroński, a po nim ks. Zygmunt Pituła, mający najwięcej zasług dla zorganizowania i uporządkowania znajdujących się tam materiałów. Ponadto notariusze, jak i sam wikariusz generalny, służyli pomocą duszpasterską miejscowej Polonii. Przejęli też duszpasterstwo szpitali i więzień na terenie Frankfurtu oraz niedzielne przemówienia w rozgłośni radiowej we Frankfurcie, transmitowane przez radio Stuttgart i München. Ze względu na wyjątkowe i nienormalne warunki pracy, Kuria Biskupia wydała dnia 30 VII 1945 r. bardzo szczegółową instrukcję określającą obowiązki i uprawnienia kapłanów do ważnego sprawowania obrzędów i szafowania sakramentów św. Zobowiązano polskich duszpasterzy do przesyłania okresowych sprawozdań z pracy duszpasterskiej w poszczególnych ośrodkach, podając szczegółowe uwagi dotyczące poruszanych zagadnień w tychże sprawozdaniach. Instrukcja zobowiązywała również księży do sporządzania odpisów ksiąg metrykalnych według załączonych wzorów, a w wypadku likwidacji placówki do zdeponowania wszystkich ksiąg w kurii. Kuria Biskupia posiadała własną pieczęć okrągłą, wewnątrz której widniał krzyż, pastorał i mitra, a w otoku napis: „Curia Episcopalis pro Polonis in Germania”. Posługiwała się również trzema rodzajami pieczęci podłużnych z identycznym napisem w języku polskim, łacińskim i angielskim: „Kuria Biskupia dla Polaków w Niemczech” i podanym adresem. Organem wykonawczym Kurii były „Wiadomości Urzędowe Biskupa Ordynariusza dla Polaków w Niemczech”, stanowiące łącznik między władzą duchowną a duszpasterzami. Natomiast funkcję łącznika między władzą kościelną a wiernymi spełniało pismo „Polska Chrystusowa”, a od 1946 r. „Słowo Polskie”, przemianowane później na „Słowo Katolickie”. Kuria Biskupia w miarę swych możliwości starała się przychodzić księżom z pomocą przez dostarczanie podręczników katechizmowych, kaznodziejskich i wyposażenia liturgicznego. Staraniem Kurii wydrukowano 60 tys. egzemplarzy „Katechizmu rzymsko-katolickiego”. W późniejszym okresie ukazały się następne wydania tegoż katechizmu. Popierano wszelkie prywatne inicjatywy w wydawaniu modlitewników i śpiewników. Starano się rozprowadzać różańce, obrazki do Pierwszej Komunii św., kolędowe i ścienne Matki Boskiej Częstochowskiej. Poprzez Kurię księża otrzymywali wsparcie materialne, intencje mszalne, ubrania, sutanny i książki. W 1946 r. powołano do życia Caritas z centralą w Kurii. Dyrektorem naczelnym tej dobroczynnej organizacji został sam wikariusz generalny, a sekretarzem ks. Władysław Ćwiklik, duszpasterz polski w München. We wrześniu 1945 r. Kuria powołała specjalny referat dla spraw nauczania religii - Inspektorat Nauki Religii, którego kierownikiem został ks. Paweł Kajka. Referat ten odegrał doniosłą rolę w zakresie wykształcenia i religijnego wychowania polskiej młodzieży w Niemczech, a jego kierownik zasłynął z wielkiej gorliwości. Przy Kurii nie było instytucji Sądu Duchownego, lecz wikariusz generalny otrzymał od ordynariusza uprawnienia do załatwiania ściśle określonych spraw o nieważność małżeństwa w trybie skróconego postępowania w wypadkach przewidzianych kan. 1990 KPK. Ordynariusz wyznaczył też obrońcę węzła małżeńskiego i promotora sprawiedliwości, których obecość była konieczna przy roztrzyganiu wspomnianych spraw. Inne zagadnienia małżeńskie, wymagające normalnej procedury postępowania sądowego, odsyłano do sądów biskupich miejsca zamieszkania petenta. Za pośrednictwem Kurii sprowadzano też metryki z kraju i wysyłano „Ne temere”. Praca w Kurii Biskupiej, zwłaszcza w pierwszych latach jej istnienia, była bardzo trudna ze względu na sytuację materialną, jak również ogromną ilość pracy przy stosunkowo nielicznym personelu. Bp Gawlina wielokrotnie wyrażał dla pracowników kurialnych swoje najwyższe uznanie i podziw, mówiąc bez większej przesady, iż jest to „jedyna bohaterska na świecie Kuria”. Nie było w niej przysłowiowego „urzędowania”, lecz liczyła się wykonana praca dla dobra petentów. Pracownicy kurialni, jako dawni kacetowcy, posiadali status uchodźców DP, nigdy jednak nie zostali oficjalnie uznani przez organizacje opiekuńcze UNRA i IRO, lecz byli tylko przez nie tolerowani.
Podział terytorialny duszpasterstwa polskiegoBiskupstwo dla Polaków w Niemczech miało chrakter personalny, ale obejmowało ludność na określonym terenie. Zgodnie z praktyką kościelną całe terytorium trzech zachodnich stref okupacyjnych podzielono na jednostki administracyjne, dostosowując je do ówczesnego podziału politycznego i opierając częściowo na duszpasterstwie wojskowym. Początkowo cały teren Niemiec Zachodnich podzielono na 2 okręgi: południowy (strefa amerykańska i francuska) i północny (strefa brytyjska). W okręgach wydzielono dekanaty, do których należyły parafie personalne. Na czele okręgu stał delegat biskupi, mianowany przez ordynariusza. Był on szefem duszpasterstwa polskiego na swoim terytorium, łącznikiem między Kurią a polskimi duszpasterzami oraz pośrednikiem między nimi a władzami okupacyjnymi swego okręgu. Do jego obowiązków należało też przeprowadzanie wizytacji na podległym mu terenie i przesyłanie sprawozdań do Kurii. W sprawach jurysdykcji podlegał biskupowi i wikariuszowi generalnemu. W połowie 1946 r. zlikwidowano urząd delegata biskupiego, a na jego miejsce powołane w strefie francuskiej i brytyjskiej „szefa duszpasterstwa polskiego”. W strefie amerykańskiej funkcję tę pełnił sam wikariusz generalny. Jego zadaniem było koordynowanie pracy duszpasterskiej oraz reprezentowanie duchowieństwa polskiego wobec władz alianckich oraz niemieckich kościelnych i cywilnych. Sprawy jurysdykcyjne zostały zastrzeżone wyłącznie Kurii Biskupiej, bowiem dotarcie do niej było już łatwiejsze. Szefem duszpasterstwa w strefie francuskiej był ks. Józef Styp-Rekowski, a w strefie brytyjskiej urząd ten pełnili: o. Jan Wojciechowski (1946-1949), ks. Wawrzyniec Wnuk (1949-1951), ks. Mieczysław Golniewicz (1951-1962). Teren poszczególnych stref okupacyjnych podzielono na dekanaty, których liczba była różna i wielekroć się zmieniała. Księża dziekani podlegali bezpośrednio delegatom biskupim 1ub później szefom duszpasterstwa. Teren dekanatów obejmował często obszar kilku diecezji, co - wobec trudności kumunikacyjnych - nie ułatwiało pracy duszpasterskiej. Dekretem bpa Gawliny z dnia 21 VIII 1945 r. w strefie amerykańskiej utworzono 5 dekanatów: Coburg, Mannheim, München, Regensburg i Stuttgart. W związku z przeniesieniami polskich ośrodków i czasowym liczniejszym zgrupowaniem Polaków w niektórych okręgach, Kuria Biskupia dekretem z dnia 1 X 1946 r. utworzyła dalsze 3 dekanaty: Heilbronn, Aschaffenburg i Augsburg. Od połowy 1950 r. pozostały tylko 2 dekanaty: bawarski i stuttgarcki. Frankfurcki okręg duszpasterski stanowił jednostkę osobną, bezpośrednio zależną od Kurii. Inne dekanaty zostały rozwiązane ze względu na zmiejszenie liczby ludności polskiej i księży, którzy albo wrócili do kraju, albo udali się na emigrację. Od 1946 r. dziekanem dekanatu bawarskiego był ks. Stefan Leciejewski, a dekanatu stuttgarckiego – ks. Ignacy Rabsztyn. W strefie francuskiej warunki pracy duszpasterskiej były o wiele trudniejsze, niż w pozostałych. Panowało tam odmienne prawodawstwo cywilne, a władze francuskie na różnych szczeblach w wielu wypadkach nieprzychylnie odnosiły się do księży polskich. Istniała tam też potrzeba reprezentowania duszpasterzy wobec władz okupacyjnych i polskich (Polska Misja Wojskowa i Centralny Komitet Polski we Freiburgu). Początkowo działali tam dwaj księża seniorzy, a 21 I 1946 r. utworzono dekanat, obejmujący całą strefę francuską. Jego dziekanem został ks. Józef Styp-Rekowski, duszpasterz Waldsee k/Ravensburga. Po jego śmierci w 1969 r. stanowisko dziekańskie pozostało nieobsadzone. W strefie brytyjskiej w pierwszej fazie organizacyjnej duszpasterstwo polskie dostosowano do organizacji wojskowej. Utworzono 3 okręgi, z których każdy obejmował teren jednego korpusu brytyjskiego, a ten dzielił się na obwody, obejmujące obszar jednej dywizji. W połowie sierpnia 1945 r. utworzono 3 dekanaty według rozlokowania korpusów, z których każdy dzielił się na senioraty, stosownie do liczby rozmieszczenia brytyjskich dywizji. Senioraty dzieliły się na rejony, na czele których stali księża rejonowi. Wraz z demobilizacją wielu dywizji i likwidacją licznych ośrodków polskich zmniejszono liczbę senioratów, a w końcu je zniesiono. Dekanaty otrzymały nazwę: 1. Dekanat na prowincję Westfalię i Północną Nadrenię; 2. Dekanat na prowincję Schleswig-Holstein i Hamburg; 3. Dekanat na prowincję Dolnej Saksonii. Podział ten przetrwał do połowy 1952 r., po czym Kuria utworzyła jeden Dekanat Północny, obejmujący strefę brytyjską. Początkowo dziekani zostali przydzieleni do korpusów, a seniorzy do dywizji. Wszyscy księża otrzymali stopień wojskowy kapitana i pobory, jakie wypłacano byłym jeńcom wojennym. Jednak już w lipcu 1946 r. dziekani i seniorzy utracili przydział przy korpusach i dywizjach, bowiem zlikwidowano londyńskich oficerów łącznikowych, a ich miejsce zajęli oficerowie z kraju, z własną organizacją. Od 1947 r. zabroniono noszenia mundurów wojskowych i księża wrócili do statusu uchodźców DP. Cała organizacja polskiego duszpasterstwa pozostała w zawieszeniu, a Anglicy uznawali ją tylko nieoficjalnie. Do 1950 r. istniał specjalny referat do spraw wyznaniowych, którego zadaniem było niesienie pomocy duszpasterstwu katolickiemu w obozach DP wszystkich narodowości i uzgadnianie działalności duszpasterstwa z władzami brytyjskimi. Poza duszpasterstwem cywilnym istniał dekanat dla Polaków służących przy armii amerykańskiej i seniorat dla służących przy armii brytyjskiej. Duszpasterze tych jednostek byli zależni od naczelnych kapelanów owych armii, a jurysdykcyjnie od Kurii we Frankfurcie/M. Podstawową komórką życia duszpasterskiego jest parafia, w której dokonuje się uświęcenie osób poprzez głoszenie słowa Bożego, administrowanie sakramentami św., publiczny kult liturgiczny oraz służbę bliźnim. W Niemczech powojennych tworzące się placówki duszpasterskie określano mianem parafii personalnej, obejmującej wiernych danego języka lub pochodzenia etnicznego, zwykle zamieszkałych na określonym terytorium. Najwięcej polskich placówek było w 1945 r. Tworzono je w obozach dla przesiedleńców DP, gdzie pojawili się polscy duszpasterze. W samym München w czerwcu-lipcu 1945 r. było 10 placówek duszpasterskich, w których pracowało 14 kapłanów, mając pod swą opieką 12250 Polaków. Z czasem placówki te były likwidowane lub przenoszone, bowiem Polacy opuszczali obozy i wracali do kraju lub udawali się na emigrację do innych państw. Podobnie było z duszpasterzami. W 1954 r. liczba polskich parafii ustaliła się na ok. 40. Obok parafii „cywilnych” były jeszcze parafie „wojskowe”, których członkami byli Polacy, pełniący służbę wartowniczą przy armiach sojuszniczych. Ponadto istniały placówki duszpasterskie gromadzące starą Polonię w Westfalii i Nadrenii, których duszpasterze podlegali jurysdykcji tamtejszych ordynariuszy. W parafiach centralnym miejscem był kościół lub kaplica. Oczywiście wynędzniałych przez wojnę Polaków nie było stać na wzniesienie własnej świątyni, tym bardziej, że zamieszkiwali ziemię, którą pragnęli jak najszybciej opuścić. Stąd pierwsze nabożeństwa odprawiano zazwyczaj na placu pod gołym niebem, a następnie korzystano z kościołów i kaplic miejscowych parafii niemieckich. Jednak większość ludności polskiej marzyła o własnym obiekcie sakralnym, który przypominałby jej świątynię z rodzinnych stron. Urządzano więc kaplice, których stan techniczny był nader niepokojący, w budowanych lub istniejących już barakach, halach sportowych, salach teatralnych i kinowych, dawnych pomieszczeniach szkolnych, garażach, a nawet w stajniach. Miał rację ks. dziekan Ignacy Rabsztyn, gdy wołał w kazaniu: „Niemcy z naszych kościołów robili stajnie, my ich stajnie zamieniamy na świątynie”. Często wystrój kaplic był wyrazem tęsknoty za krajem. Ustawiano więc obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, malowany przez samych Polaków, a nawet księży. Wizerunek Czarnej Madonny znalazł też miejsce w niektórych świątyniach niemieckich, gdzie były polskie nabożeństwa. Miejscowi artyści upiększali ściany własnymi obrazami, często o tematyce narodowej. Stolarze wykonywali ołtarze, ambony, konfesjonały i balaski. Troszczono się o odpowiedni sprzęt liturgiczny, który nabywano drogą zakupu ze składek wiernych lub otrzymywano od księży niemieckich, kapelanów wojska amerykańskiego, czy też różnych organizacji. Były też wypadki, że całość przedmiotów liturgicznych mieściła się w walizce duszpasterza. Podobnie w Kompaniach Wartowniczych miejsca kultu były różne. Do dzisiaj istnieje kościółek pw. św. Stanisława Biskupa w Kaiserslautern oraz kaplice w Bruchmuehlbach, Pirmasens i Gernnersheim, wzniesione przez polskich wartowników.
Duchowni polscy i ich praca duszpasterska Do dyspozycji bpa Józefa Gawliny stanęła bardzo zróżnicowana społeczność polskich duchownych, zarówno diecezjalnych, jak i zakonnych, którzy znaleźli się na ziemi niemieckiej, jako byli więźniowie obozów koncentracyjnych i jenieckich, bohaterowie konspiracyjnego duszpasterstwa wśród robotników przymusowych, kapelani wojskowi polskiej armii na Zachodzie i księża z diecezji katowickiej, którzy zostali wcieleni, do armii niemieckiej. Ordynariusz określił ich, jako „kapłanów niezłomnych, którzy całą swoją istotą głosili ogrom wiary, których wygląd był dokumentem ich poświęcenia”. Odznaczali się oni wielką gorliwością, a swój los przyjmowali z wielką godnością, mając poczucie misji do spełnienia, jako wyraz wykonania przyrzeczeń składanych Bogu w obozowej poniewierce. W pierwszych trzech miesiącach 1945 r. w strefie amerykańskiej i francuskiej stanęło do pracy 218 księży, którzy objęli 104 placówki duszpasterskie, a 6 z nich pracowało w Kurii Biskupiej. W strefie brytyjskiej zaangażowanych było 239 księży. Ponadto kilkunastu duchownych było zatrudnionych w redakcjach czasopism oraz w innych dziedzinach życia społeczno-kościelnego. Niektórzy podjęli pracę w tworzących się Kompaniach Wartowniczych. Liczba polskich duchownych z każdym rokiem malała i w listopadzie 1950 r. wynosiła już tylko 71 osób. W miarę odpływu ludności polskiej do kraju, zwiększała się liczba księży, którzy w drodze służyli pomocą swoim „parafianom”, a w Polsce stawali do dyspozycji ordynariuszy i przełożonych zakonnych. Ogółem do połowy 1949 r. wróciło do kraju przeszło 600 duchownych. Niektórzy księża udawali się z ludnością polską na emigrację do krajów zachodnich, gdzie kontynuowali pracę duszpasterską na obczyźnie. Do 1950 r. wyemigrowało 94 kapłanów, najwięcej - bo aż 54 - udało się do Stanów Zjednoczonych. Początki pracy duszpasterskiej były bardzo trudne. Niektórzy księża byli u kresu sił fizycznych i psychicznych, wymagali natychmiastowego leczenia, by dopiero po odpowiedniej kuracji, przystąpić do działalności duszpasterskiej. Brak było zaplecza materialnego w postaci ubrania, pożywienia, sprzętu liturgicznego, odpowiedniego mieszkania. Księża nie mieli brewiarza, za którym bardzo tęsknili, często nawet różańca, podręczników i pomocy katechetyczno-kaznodziejskich. Zdani byli na własne wiadomości, które w wielu wypadkach uszły ich pamięci w trakcie 5-letniego nieraz pobytu w obozach koncentracyjnych. Z pewnością działalność tych kapłanów była pochwałą ich międzywojennego wykształcenia i wychowania seminaryjnego. Wynieśli bowiem z seminariów diecezjalnych i zakonnych ducha apostolskiego, zrozumienie działalności organizacyjnej i potrzebę stowarzyszeń w życiu religijnym oraz konieczność organizowania pomocy w nauczaniu i w szkolnictwie oraz w sferze charytatywnej. Praca w parafiach - obozach obejmowała urządzanie miejsc kultu i służby Bożej. Duszpasterze kładli nacisk na uczestnictwo we Mszy św., będącej centrum życia chrześcijańskiego. Wszystkie Msze św. celebrowano w godzinach przedpołudniowych wieczorem natomiast odprawiano nieszpory, a w dniach powszednich nabożeństwa wieczorne. Do uczestnictwa zachęcano przy każdej okazji poprzez ogłoszenia, przypominania, a nawet zaproszenia listowne. Pokaźna część polskich katolików przystępowała często do Komunii św., ale olbrzymia większość przyjmowała Eucharystię tylko w okresie wielkanocnym. Wielkim problemem duszpasterskim w rzeczywistości powojennej było przygotowanie do Pierwszej Komunii św. dzieci i młodzieży w wieku od 10 do 18 lat. Zdarzały się nawet wypadki, że osoby starsze przystępowały po raz pierwszy do sakramentów św. Tuż po wyzwoleniu nastąpiła cała lawina ślubów kościelnych, bowiem istniał zakaz zawierania związków małżeńskich przez Polaków przymusowo wywiezionych na roboty do Niemiec. W niektórych miejscowościach codziennie stawały przed ołtarzem nowe pary małżeńskie. Duszpasterze prowadzili wielką walkę z plagą „dzikich” małżeństw, których z biegiem czasu było coraz mniej. Wzrastała natomiast ilość małżeństw cywilnych. Księża polscy z wielką gorliwością głosili kazania, a ich treść i poziom był uzależniony od indywidualnych uzdolnień kaznodziei, jego przygotowania teologicznego, doświadczenia duszpasterskiego i osobowości oraz od poziomu intelektualnego słuchaczy. Prowadzono również rekolekcje wielkopostne dla ogółu wiernych, a także osobno: dla młodzieży szkolnej i dla studentów. Były też organizowane rekolekcje zamknięte. Celem pogłębienia wiedzy religijnej duszpasterze wygłaszali pogadanki i konferencje, dotyczące wybranych zagadnień religijno-etycznych. Często takie pogadanki odbywały się po nabożeństwach wieczornych. Prawie we wszystkich placówkach duszpasterskich była doroczna wizyta kolędowa, którą odbywano w okresie Bożego Narodzenia. Istniały też wizyty okazyjne, składane poszczególnym rodzinom, chorym, stowarzyszeniom oraz instytucjom. Duszpasterz wszędzie miał drzwi otwarte. Okazję do spotkach duszpasterskich z wiernymi stwarzały też różnego rodzaju uroczystości domowe, jak wesela, chrzciny, czy stypy pogrzebowe. Księża polscy, zwłaszcza po 1950 r., organizowali pielgrzymki, które miały doniosłe znaczenie dla wychowania dzieci i młodzieży w poczuciu łączności z tradycją narodową. Pielgrzymowano do takich sanktuariów maryjnych jak: Neviges, Kevelaer, Altötting, Beuron n/Dunajem, Maria Eich. Polacy ze środkowej części Niemiec Zachodnich gromadzili się corocznie w Maria Buchen i Mannheim. Organizowano też pielgrzymki zagraniczne, zwłaszcza do słonecznej Italii, by odwiedzić Rzym, Asyż, Monte Casino. Rozwinięte było również duszpasterstwo specjalistyczne. Księża zajmowali się chorymi w szpitalach jako kapelani, odwiedzali ich w domach, po prostu byli na każde zawołanie. Bardzo trudną była opieka duszpasterska nad polskimi więźniami. W więzieniach, gdzie znajdowała się wielka liczba Polaków, Kuria mianowała osobnych kapelanów, a w innych obsługę duszpasterską sprawowali miejscowi duszpasterze, którzy w miarę swych możliwości raz w miesiącu lub kilka razy w roku docierali do miejsc odosobnienia. Oprócz pracy czysto duszpasterskiej księża kapelani prowadzili działalność oświatową, społeczną i charytatywną, która zajmowała nieraz więcej czasu, niż samo duszpasterstwo. Kapłani nie ograniczali się jedynie do organizowania struktur duszpasterskich. Oni pierwsi zakładali w obozach szkoły, gimnazja, organizowali młodzież, zwłaszcza harcerstwo. Urządzali świetlice, organizowali kursy, pogadanki, gry i inne zajęcia, aby wypełnić pożytecznie beznadziejny czas bezczynności. Uczyli polskich pieśni religijnych i patriotycznych, troszczyli się o modlitewniki. Wydawali czasopisma, drukowali pomoce katechetyczne, szkolne i inne, jak materiały do akademii, przedstawień. Nade wszystko poświęcali się nauczaniu katechizmu, mając nieraz po 30 godzin tygodniowo nauki religii, przy obsługiwaniu wielotysięcznej placówki duszpasterskiej. Duchowni polscy zakładali też różne organizacje, pragnąc zaspokoić potrzeby kulturalne, społeczne i ekonomiczne swych wiernych. Wielu z nich posiadało bogate doświadczenie z przedwojennej pracy organizacyjnej w Polsce. Tworzono więc parafialne zarządy Akcji Katolickiej, prowadzono stowarzyszenia różańcowe, sodalicje mariańskie, propagowano krucjatę eucharystyczną wśród dzieci szkół powszechnych, koła ministranckie, zakładano chóry kościelne. Duszpasterze współpracowali ze wszystkimi organizacjami, powołanymi do istnienia przez różnych działaczy społecznych. Zawsze byli do dyspozycji z wszelką posługą duszpasterską. Księża troską duszpasterską obejmowali nie tylko rodaków w obozach dla przesiedleńców, ale i rozproszonych w grupach po wsiach i miasteczkach niemieckich, gromadząc ich w niedziele na nabożeństwa w miejscowych świątyniach. Docierali też do tzw. „resztówek”, które istniały po zlikwidowanych obozach. Z upływem czasu praca księży nie stawała się łatwiejsza, bowiem lepszy element ludności polskiej opuszczał obozy, a pozostali tylko niezdecydowani. Ważną rolę dla podniesienia ducha kapłańskiego odgrywały zjazdy rejonowe czy dekanalne. Zazwyczaj brał w nich udział wikariusz generalny. Omawiano tam aktualne zagadnienia duszpasterskie, podejmując uchwały dotyczące różnych dziedzin pracy kapłańskiej. Księża uczestniczyli w nabożeństwach, a zwłaszcza we Mszach św. za zmarłych kapłanów. Przystępowali do spowiedzi św., wysłuchiwali konferencji duchownych. Zjazdy były okazją do spotkań koleżeńskich, osobistych rozmów z wikariuszem generalnym czy dziekanem. Na miejscu rozwiązywano rozmaite trudności. Oprócz zjazdów kapłani uczestniczyli w dorocznych rekolekcjach kapłańskich, organizowanych w kilku seriach, zazwyczaj w domach zakonnych. W 1950 r. w dwóch seriach rekolekcyjnych wzięło udział 101 duszpasterzy, a swą nieobecność usprawiedliwiło 5 chorych oraz 3 zakonników, którzy odprawili ćwiczenia duchowne w klasztorach niemieckich. Duszpasterzy polskich w Niemczech cechowała bezinteresoność, bowiem nie pobierano opłat z racji posługi kapłańskiej. Ofiary czasem składane przeznaczano na urządzanie kaplic, zakup książek dla wiernych, bądź na Caritas. Księża otrzymywali tzw. „zasiłek jeniecki” w wysokości 400 marek miesięcznie, który został zniesiony w strefie amerykańskiej i francuskiej już w sierpniu 1946 r., a w brytyjskiej w czerwcu 1947 r. Podstawowym źródłem utrzymania pozostawały intencje mszalne, o które zabiegał wikariusz generalny, a głównym ich dostawcą był ks. bp Gawlina. Tak więc sytuacja materialna księży niewiele różniła się od ludności cywilnej. Sprawę tę uregulowano dopiero w następnym okresie, ale księży polskich było już wtedy w Niemczech Zachodnich bardzo mało. Praca duszpasterska księży w dużej mierze uzależniona była od władz okupacyjnych, obozowych oraz organizacji UNRA i IRO. Stosunek ich do duszpasterzy był różny w poszczególnych strefach i latach. Dużo zależało od religijności i postawy moralnej samych urzędników. Często lekceważono żądania i inicjatywy duszpasterskie, mające na celu podniesienie poziomu moralnego danego ośrodka. Na podkreślenie zasługuje pozytywny stosunek kapelanów armii amerykańskiej do duszpasterstwa polskiego. Wielu z nich pomagało w organizowaniu różnych imprez, a także w urządzaniu kaplic. Jeśli chodzi o stosunek niemieckich władz kościelnych do polskich kapłanów, to był on na ogół życzliwy. Hierarchia niemiecka starała się zrozumieć i docenić rolę polskiego duszpasterstwa. Niestety miały też miejsce pociągnięcia nieprzechylne Polakom, jak list pasterski abpa Gröbera z Freiburga, który wzbudził zastrzeżenie nawet wśród księży niemieckich. Podobnie było w środowisku niemieckiego duszpasterstwa parafialnego. W większości wypadków istniała współpraca lub przynajmniej cicha akceptacja polskiego duszpasterstwa. Czasem oziębienie stosunków między duchowieństwem niemieckim i polskim wynikało z wrogiej propagandy uprawianej przez księży wysiedlonych ze Śląska.
III. Polska Misja Katolicka w Niemczech Społeczność polska w Niemczech w latach 1976-1995Ks. infułat Edward Lubowiecki żywił niekiedy przekonanie, że wraz z jego śmiercią przestanie istnieć duszpasterstwo polskie, bowiem w Niemczech zabraknie ludności polskiej. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna, gdyż napływ Polaków do Niemiec Zachodnich zaczął gwałtownie wzrastać. Powstały grupy ludnościowe, które w większym lub mniejszym stopniu były związane z dziedzictwem polskim. Pierwszą grupę stanowią potomkowie dawnej emigracji zarobkowej, żyjący przede wszystkim na terenie Westfalii i Nadrenii. Jej liczbę w 1990 r. określono na ok. 85 tys. osób. Ta „stara Polonia” jest w dużym stopniu zachowawcza, dość wyizolowana i często niechętnie ustosunkowana do nowej emigracji. Posiada do dzisiaj organizacje i różne ugrupowania środowiskowe i polityczne. Społeczność ta, mając niemieckie obywatelstwo korzysta z przysługujących jej praw miejscowych. Druga grupa obejmuje Polaków pozostałych na ziemi niemieckiej wskutek drugiej wojny światowej. W 1988 r. było ich o 45 tys. osób. Ich związek z polskością jest coraz słabszy, bowiem pierwsza generacja zestarzała się i wymiera, a następne pokolenie często asymiluje się w społeczeństwie niemieckim. Znajomość języka u tych ludzi często pozostaje na poziomie gwarowym. Związek z duszpasterstwem polonijnym jest natomiast sporadyczny, z okazji największych świąt kościelnych, czy uroczystości rodzinnych. Większość z nich posiada też słaby kontakt z duszpasterstwem niemieckim. Następną grupę Polaków, żyjących w Niemczech, można określić mianem emigracji postsolidarnościowej. Jej liczbę szacuje się na ok. 200 tys. osób, z których jedynie 3-10 % władze niemieckie uznały za azylantów politycznych. Pobyt pozostałych, podyktowany przeważnie ekonomiczną sytuacją kraju, był tolerowany tylko ze względów humanitarnych. Niektórzy z nich skorzystali z niewielkich możliwości dalszej emigracji do innych krajów. Szczególnie trudny był pierwszy okres ich pobytu w RFN, kiedy mieszkali w tzw. obozach dla azylantów. Musieli tam na co dzień przebywać z ludźmi obcymi, należącymi do różnych ras, kultur i religii. Tragiczną była dla nich bezczynność z racji zakazu pracy zarobkowej oraz niepewność co do dalszego prawa pobytu. Towarzyszyło temu poczucie bezradności, uzależnienie od innych osób, często nieżyczliwych, a nawet wrogich. Dramatem dla wielu było rozbicie życia rodzinnego i małżeńskiego. Wszystkich targała tęsknota, a droga do kraju była zamknięta. Te i inne przeżycia pozostawiły po sobie często ślady zaburzeń psychiczno-moralnych. Duszpasterz polski był nieraz jedynym człowiekiem z zewnątrz, który dla tych ludzi okazał zrozumienie, zainteresowanie, życzliwość i pomoc. To zaowocowało w dalszych latach duszpasterzowania, kiedy związek z polskim duszpasterstwem okazał się żywy, aczkolwiek nie zawsze z motywów religijnych. Kancelaria misji służyła często pomocą w załatwianiu przeróżnych spraw materialnych i formalnych. W obecnej dobie, wskutek ułatwienia kontaktów z krajem, środowisko tejże emigracji nie jest zainteresowane budową „własnej Polski” w miejscu zamieszkania. Swoje bowiem potrzeby intelektualne i kulturalne zaspakaja w czasie pobytu w kraju lub też korzysta w tym względzie z pomocy krewnych i znajomych zamieszkałych w Polsce. W pewnym stopniu zanika też tęsknota za krajem, do którego w każdej chwili można pojechać szybkim samochodem, a która ongiś odgrywała wielką rolę w życiu polskich emigrantów. Najliczniejszą grupę, liczącą od 800 tys. do 1 miliona osób, stanowią przesiedleńcy, tzw. Spätaussiedlerzy. W latach 70-tych do RFN przybyło ok. 120 tys. autochtonów, którzy zamieszkali tam przede wszystkim z motywów narodowościowych. Istna lawina wyjazdów z Polski nastąpiła w latach 80-tych, a najczęstszym ich powodem była sytuacja ekonomiczna w kraju i brak perspektyw na najbliższą przyszłość. Powołując się na pochodzenie przesiedleńcy otrzymywali obywatelstwo niemieckie. Wielu z nich nie rezygnowało jednak z obywatelstwa polskiego i pozostawało w ciągłym kontakcie z dawną Ojczyzną. Znaczna ich część pragnęła zachować otwartą drogę, umożliwiającą w przyszłości powrót do Polski. Według opinii duszpasterzy niemieckich aż 80 % przesiedleńców po krótkim pobycie w Niemczech oddala się od życia kościelnego. Po prostu nie znając na ogół języka niemieckiego, czuli się oni w Kościele niemieckim obco i zrywali z nim kontakt. Natomiast ci, którzy od początku nawiązali więź z duszpasterstwem polskim pozostali związani z Kościołem, choć niektórzy z nich po paru latach przeszli do duszpasterstwa niemieckiego. Wielu przesiedleńców czuje się duchowo Polakami i pragnie w polskim duchu religijnym wychować własne pokolenie. Z pewnością zaangażowanie religijne tychże wiernych w dużym stopniu przyczyniło się do ożywienia działalności duszpasterstwa polskiego w ostatnich latach. Ostatnią grupę stanowią Polacy, przebywający w Niemczech tylko czasowo. Należą do nich pracownicy sezonowi, turyści, przedstawiciele sztuki, kultury i nauki, dzieci i młodzież bawiące na koloniach letnich i obozach, studenci oraz ci, kórzy przebywają nieoficjalnie w celach zarobkowych. W 1990 r. w różnych formach legalnego zatrudnienia w Niemczech Zachodnich przebywało ok. 106 tys. Polaków. Najczęściej byli oni zatrudniani indywidualnie na okres 3 miesięcy i 1 roku jako tzw. Gastarbeiterzy. Zatrudnienie sezonowe było skoncentrowane przede wszystkim w rolnictwie, budownictwie oraz w hotelach i gastronomii. Ponadto przebywają w Niemczech kontraktowcy, którzy wykonują prace na podstawie umów o dzieło za pośrednictwem różnych instytucji państwowych. Przyjazd tych ludzi do Niemiec wzmocnił kontakty z tymi, którzy osiedlili się tutaj na stałe. Zdarzały się wypadki, że Polacy „zagubieni duchowo” przychodzili na Mszę św. do misji wraz ze swymi gośćmi z kraju. Często był to ich pierwszy kontakt z duszpasterstwem polskim. I odwrotnie - Polacy przebywający czasowo na obczyźnie znajdowali swą drogę do Boga poprzez uczestnictwo w nabożeństwach miejscowej Polonii. Nowi polscy emigranci zazwyczaj osiedlali się w wielkich miastach, by łatwiej zdobyć pracę w ośrodkach przemysłowych. Niestety narażeni byli na panującą tam obojętność religijną i praktyczny materializm, połączony z konsumpcyjną postawą życiową. Z tego też względu konieczną stała się wytężona praca duszpasterska, by uratować wiarę i moralność polskich emigrantów ostatniej doby.
Powstanie Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech
Po śmierci ks. Edwarda Lubowieckiego w 1975 r. duszpasterstwo polskie w Niemczech przeorganizowano w duchu postanowień Soboru Watykańskiego II. Na podstawie dokumentów soborowych oraz norm wykonawczych zawartych w Motu proprio papieża Pawła VI „Pastoralis migratorum cura” z 1969 r. i dołączonej doń Instrukcji, przy Wydziale Duszpasterskim Konferencji Biskupów Niemiec Zachodnich ustanowiono specjalny Referat dla Duszpasterstwa Obcokrajowców, a przy Konferencji Biskupów Polskich powołano Komisję Episkopatu d/s Duszpasterstwa Migrantów. Na promotora tegoż duszpasterstwa wyznaczono Delegata Prymasa Polski ks. bpa Władysława Rubina, a jego pomocnikiem i następcą został ks. bp Szczepan Wesoły. Polska diecezja personalna w Niemcech przestała istnieć. Pociągnęło to za sobą następujące konsekwencje: 1. Duszpasterstwu polskiemu nadano nazwę Polska Misja Katolicka w Niemczech; 2. Samodzielne placówki duszpasterskie otrzymały status „missio cum cura animarum”, z wyjątkiem znajdujących się w diecezji Münster, które pozostały jako „missio sine cura animarum”; 3. Całe duszpasterstwo polskie poddano jurysdykcji poszczególnych biskupów niemieckich, którzy przejęli za nie odpowiedzialność; 4. Duszpasterze polscy otrzymali swobodę działania i niezależność duszpasterską; 5. Misja kanoniczna, konieczna dla wykonujących posługę duszpasterską była w dyspozycji miejscowych ordynariuszy; 6. Sprawy finansowe, dotyczące placówek duszpasterskich i pracujących w nich osób, zostały oparte na zasadach obowiązujących w danej diecezji; 7. Nominacja delegata dla duszpasterstwa polskiego, zwanego rektorem Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech, należała do Konferencji Biskupów Niemiec, a jego kandydaturę wysuwał Episkopat Polski; 8. Kadencja delegata miała trwać 5 lat; 9. Zadanie delegata polegało na koordynowaniu wszechstronnej działalności duszpasterskiej i reprezentowaniu Polaków wobec Konferencji Biskupów Niemiec, lokalnego ordynariusza i władz państwowych; 10. Do obowiązku Episkopatu Polski należało odpowiednie przygotowanie i dostarczenie kapłanów – misjonarzy dla społeczności polonijnej w Niemczech. Dekretem Prymasa Polski z dnia 20 II 1976 r. rektorem Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech Zachodnich został ks. Stefan Leciejewski, kapłan archidiecezji poznańskiej, więzień obozu w Dachau i dotychczasowy dziekan dekanatu bawarskiego. Jego nominacja została uzgodniona z ks. Juliuszem kard. Döpfnerem, jako przewodniczącym Konferencji Biskupów Niemieckich, który dekretem z dnia 21 maja 1976 r. mianował ks. Leciejewskiego delegatem duszpasterstwa Polaków w RFN, ale bez przekazania mu odpowiednich uprawnień jurysdykcyjnych. W dekrecie powołano się na instrukcję „De pastorali migratorum cura” z dnia 22 VIII 1969 r. punkt 45: „Delegat duszpasterzy migracyjnych nie posiada na mocy swego urzędu żadnej władzy jurysdykcyjnej, czy personalnej”. Ze strony Episkopatu Polskiego rozpoczęły się starania, by ks. Leciejewski otrzymał nominację na wikariusza generalnego kapłanów i katolików polskich w Niemczech Zachodnich z przekazaniem mu przez Konferencję Episkopatu Niemiec potrzebnej jurysdykcji z prawem przekazywania jej odnośnie odprawiania Mszy św., głoszenia słowa Bożego i udzielania sakramentu chrztu oraz małżeństwa. Powoływano się na dotychczasowy specyficzny stan duszpasterstwa polskiego w Niemczech Zachodnich i na nastawienie psychiczne Polaków, którzy umniejszenie uprawnień rektora uważają za przejaw niechęci Niemców do Polaków. Niestety usiłowania te nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.
Działalność Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech za kadencji ks. prałataStefana Leciejewskiego (1976-1986) Staraniem ks. rektora Stefana Leciejewskiego Centrala Duszpasterska została przeniesiona z Frankfurtu n/Menem do Freisingu k/München w Bawarii. Sekretarzem generalnym Misji został mianowany ks. prałat Ignacy Siwiec, dotychczasowy wikariusz generalny Kurii we Frankfurcie. Ważnym zadaniem było uporządkowanie ksiąg metrykalnych, przywiezionych na nowe miejsce oraz prowadzenie korespondencji dotyczącej metrykaliów. W 1976 r. przeprowadzono reorganizację dotychczasowych struktur i dokonano nowego podziału na dekanaty:
Na początku lat 80-tych utworzono nowe placówki „missio cum cura animarum” w Berlinie Zachodnim, Wuppertalu i Kiel. W duszpasterstwie czynnych było 35 polskich księży. Stare grono duszpasterzy zasilili księża przybyli z Polski ks. Jan Śliwański z archidiecezji poznańskiej w Hamburgu, ks. Kazimierz Kosicki z archidiecezji wrocławskiej w Hanowerze i ks. Komar, salezjanin w Ingolstadt. Na jednego polskiego duszpasterza przypadało przeciętnie ok. 6 tys. wiernych, władających językiem polskim i wychowanych w duchu polskiej tradycji religijnej. Przynajmniej: połowa księży podczas tzw. Wochenende pokonywała samochodem odległość ponad 250 km, aby dotrzeć do wiernych, rozsianych na dużym terytorium. W 136 kościołach systematycznie odprawiano Msze św. z kazaniem w języku polskim i okazją do spowiedzi św. Księża urządzali tam spotkania duszpasterskie, na których poza posługą kapłańską służyli nowo przybyłym poradą i informacjami odnośnie życia na obczyźnie. W kościołach centralnie położonych, przy których zazwyczaj księża rezydowali odprawiano nabożeństwa majowe i październikowe, a w okresie Wielkiego Postu Drogę Krzyżową i Gorzkie Żale. Organizowano kilkudniowe rekolekcje wielkopostne, połączone zawsze ze spowiedzią wielkanocną. W 24 polskich placówkach misyjnych prowadzono katechizację dzieci i młodzieży, będącą równocześnie przygotowaniem do Pierwszej Komunii św. i bierzmowania. W większych ośrodkach duszpasterskich funkcjonowała biblioteka parafialna, działały folklorystyczne zespoły i chór parafialny, odbywały się zebrania liturgicznej służby ołtarza i innych stowarzyszeń religijno-patriotycznych. Corocznie organizowano pielgrzymki, zwłaszcza do Neviges, Mannheim, Hanoweru, Maria Buchen, Altötting. W 1979 r. z Hamburga, Stuttgartu, Münster, Mannheimu i München udała się pielgrzymka do Rzymu w związku z jubileuszem męczeńskiej śmierci św. Stanisława, biskupa krakowskiego. W 1982 r. zorganizowano podobną pielgrzymkę do Wiecznego Miasta z München, Dortmundu, Mannheim i Hamburga na uroczystości kanonizacyjne św. Maksymiliana Kolbego. Wielkim przeżyciem religijnym była w latach 1979-1981 Peregrynacja obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, połączona z misjami we wszystkich ośrodkach duszpasterskich, prowadzonymi przeważnie przez oo. redemptorystów. W spotkaniu z Ojcem świętym Janem Pawłem II w Mainz, podczas jego pierwszej wizyty pasterskiej w RFN w 1980 r., wzięło udział ok. 6 tys. Polaków. Było to wielkie przeżycie religijno-patriotyczne. Wielu podążyło też do Osnabrück i Altötting, by zobaczyć wielkiego Rodaka. Wśród kapłanów zatrudnionych w polskim duszpasterstwie 9 należało do zgromadzenia chrystusowców, 4 do salezjanów, 3 do redemptorystów. Pozostali byli inkardynowani do różnych polskich diecezji. W miarę swych zdrowotnych możliwości w pracy kapłańskiej pomagali księża emeryci. Pomocą duszpasterską służyli też, zgłoszeni oficjalnie przez niemieckie władze kościelne do Misji, dwaj polscy kapłani zatrudnieni etatowo w duszpasterstwie niemieckim, a mianowicie ks. Jan Kozaczka w Hamburgu i ks. Michał Górny w Osnabrück. Niektórzy polscy księża śpieszyli z pomocą kapłańską miejscowym duszpasterzom niemieckim, którzy coraz bardziej odczuwali brak powołań kapłańskich. Wszyscy polscy duchowni spotykali się kwartalnie na konferencjach dekanalnych oraz brali udział w kilkudniowych rekolekcjach kapłańskich i obradach ogólnokrajowych. W latach 80-tych bardzo ożyła w Niemczech Zachodnich działalność charytatywna. Po wybuchu stanu wojennego w Polsce organizowano zbiórki paczek, które wysyłano do różnych polskich parafii w poszczególnych diecezjach. W akcji tej uczestniczyli przede wszystkim sami Niemcy, choć włączyły się do niej również polskie placówki duszpasterskie. Natomiast nie powstały instytucje dla opieki nad samymi emigrantami nowej fali, którzy borykali się z przeróżnymi trudnościami. Należałoby jeszcze powiedzieć o polskim ośrodku „Światło-Życie” w Carlsbergu. Powstał on z inicjatywy ks. Franciszka Blachnickiego, który w kwietniu 1982 r. przejął siedzibę dla polskich dzieci „Marianum”, będące własnością zachodnioniemieckiego Caritasu. Powstało ono z ofiarności polskich księży i wiernych, a zwłaszcza członków Kompanii Wartowniczych. |