Piatek, 13 lipca 2001r. - nr 162
Polsko-niemiecki traktat o dobrym sasiedztwie i przyjaznej wspólpracy
jest niesprawiedliwy.Wedlug polsko-niemieckiego traktatu, Polacy w Niemczech nie maja prawa do nazywania sie mniejszoscia, a tylko "grupa polska". Federalne Ministerstwo Spraw Wewnetrznych sprawujace "opieke" nad Polakami doprowadzilo przy wspólpracy niektórych dzialaczy "polskich" oraz przedstawicieli "polskiej" dyplomacji do podpisania narzuconego z góry przez Niemców statutu oraz do zalozenia tej organizacji. Pospiech i powstale w zwiazku z tym uchybienia ze strony dzialaczy skupionych wokól Janusza Marchwinskiego spowodowaly, ze w Boppard popelniono kilka powaznych bledów formalnych, których nie udalo sie juz usunac.
Przygotowywane "na chybcika" zebranie nie pozwolilo na dopelnienie wymogów prawnych wynikajacych z niemieckiego Kodeksu Cywilnego. Bledy te próbowano bezskutecznie korygowac na kolejnych zebraniach.
Zaczelo sie od konfliktu
Bardzo pozytywna role po wydarzeniach w Boppard odegrala komisja
rewizyjna PRwN-ZF. Szczególnie zasluzyl sie Jerzy Arlamowski, który w latach 70. i 80. dzialal w organizacjach niepodleglosciowych w Niemczech. Arlamowski (pochodzenia zydowskiego) stworzyl regulamin komisji rewizyjnej regulujacy zasady kontroli PRwN-ZF i rozpoczal systematyczna kontrole finansów poczawszy od pierwszego spotkania w Boppard w czerwcu 1995 r. Takie postepowanie prowadzilo nieuchronnie do konfliktu pomiedzy KR i zarzadem Rady. KR nie zostala dopuszczona do zadnych dokumentów i rozliczen finansowych, co utwierdzilo jej czlonków w przekonaniu, ze pewna grupa dzialaczy musiala czerpac korzysci finansowe za utworzenie Rady i z tytulu czlonkostwa w niej. KR postanowila wtedy zwrócic sie do sadu rejestrujacego w Bonn o uznanie zebrania zalozycielskiego za niezgodne z prawem i powolanie zarzadu komisarycznego. Wniosek zostal odpowiednio udokumentowany. 3 kwietnia 1996 r. Sad Grodzki w Bonn odrzucil prosbe o rejestracje tej organizacji.Byl to cios nie tylko dla grupy Janusza
Marchwinskiego, ale równiez
dla Federalnego Ministerstwa Spraw Wewnetrznych, które w miedzyczasie
uznalo PRwN-ZF za jedynego reprezentanta Polaków w Niemczech.
W wyniku tego eskalujacy konflikt wewnatrz
nieprawnie istniejacej Rady zakonczyl
sie tym, ze 16 maja 1996 r. zarzad usunal z PRwN-ZF dwóch czlonków
KR: Jerzego Arlamowskiego, i Tadeusza Slotwinskiego. Wprawdzie
formalnie nie mialo to zadnego znaczenia,
gdyz sad jednoznacznie stwierdzil,
ze w Boppard nie doszlo do zalozenia PRwN-ZF, niemniej posuniecie
to obnazylo prawdziwe zamiary grupy dzialaczy, którzy postanowili
podporzadkowac sobie Polaków i finanse przeznaczone przez Niemców
na dzialalnosc polskich organizacji.
Odwolanie zarzadu Rady od decyzji pierwszej instancji do Sadu Ziemskiego w Bonn zakonczylo sie wyrokiem potwierdzajacy decyzje sadu grodzkiego. Tym samym sytuacja stala sie dla dzialaczy polskich pochodzenia zydowskiego bardzo nieprzyjemna. Pomimo ciaglego poparcia ze strony urzedników Federalnego MSW i "polskiej" dyplomacji, zaczeli spotykac sie z narastajacym oporem dzialaczy o pogladach katolicko-narodowych. Wielu Polaków zaczelo dostrzegac dysproporcje w traktowaniu poszczególnych organizacji.
Wbrew decyzji sadu
Pomocy ciagle jeszcze nieformalnie istniejacej PRwN-ZF udzielily równiez
Towarzystwa Niemiecko-Polskie. Organ Zrzeszenia Federalnego tych organizacji pt. "Dialog" poswiecil Radzie nawet cale wydanie specjalne.A jeden z redaktorów naczelnych, Guenter Filter, stwierdzil oficjalnie,
ze nie interesuja go decyzje sadu. Dla przypomnienia dodajmy, ze drugim red. naczelnym pisma byl wtedy Adam Krzeminski, dziennikarz pochodzenia zydowskiego z "Polityki". Oprócz tego z "Dialogiem" wspólpracowaly osoby, które nalezaly do organizacji pod nazwa Stowarzyszenie Popierania Jezyka i Kultury Polskiej z Kolonii, kierowanej przez Michaela Weintrauba - sprawujacego funkcje sekretarza PRwN-ZF. Przewodniczacy Zrzeszenia Federalnego Towarzystw Niemiecko-Polskich, Merkel, powolal Janusza Marchwinskiego do Kuratorium - ciala doradczego - Zrzeszenia.W lipcu 1996 roku Stowarzyszenie "Wspólnota Polska" zorganizowalo w
Pultusku spotkanie dzialaczy polonijnych z Niemiec. Na spotkaniu tym Janusz Marchwinski nie wystepowal juz jako przywódca calej Polonii niemieckiej, tylko jako przewodniczacy jednej z czterech organizacji dachowych w Niemczech. Byl to manewr taktyczny, gdyz formalnie nie byl przywódca zadnej organizacji. Taka postawa Marchwinskiego zostala nagrodzona przez innych dzialaczy tym, ze przewodniczacy Kongresu Polonii Niemieckiej, Zwiazku Polaków w Niemczech "Rodlo" i Zwiazku Polaków "Zgoda" w RFN dopuscili Marchwinskiego do wspólnego stolu i podpisali z nieistniejaca formalnie PRwN-ZF porozumienie o wspólpracy dla dobra Polonii w Niemczech.W ten sposób grupa dzialaczy wspólpracujacych z niemieckim MSW uzyskala
czas na zebranie sil i przygotowanie ponownego zebrania zalozycielskiego PRwN-ZF. Niemcy przyznali ponownie fundusze na zebranie, a Janusz Marchwinski jezdzil po Republice Federalnej Niemiec i namawial do konsolidacji. Osoby zaufane otrzymaly nawet pismo, w którym pisal, m.in.: "jako przewodniczacy Polskiej Rady w Niemczech popieram projekty zaopiniowane przez Was. Nie widze tez szczególnych przeszkód w uzyskaniu dofinansowania przez MSW w Bonn. Rozmawialem o Waszych planach z panem Fockiem i pieniadze sie znajda. Zasadnicza sprawa jest sformulowanie projektu i spelnienie wszystkich stawianych przez MSW warunków. Poniewaz mam w tej materii doswiadczenie, pozwole sobie udzielic Wam kilku rad". I tu nastepowaly konkretne rady praktyczne, np. jak sformulowac wniosek o dofinansowanie. Monopol na opiniowanie wniosków o dofinansowanie nadal miala niezarejestrowana Rada, a porozumienie o wspólpracy podpisane w Pultusku nie bylo brane pod uwage przez niemieckich urzedników.Wszystko od poczatku
Ponowne zebranie zalozycielskie PRwN-ZF zostalo zaplanowane w
Saarbruecken i nazwane dla niepoznaki "I Konferencja Zrzeszenia Federalnego Polska Rada w Niemczech". Specjalnie powolana do tego celu komisja zjazdowa wysylala zaproszenia do udzialu w zjezdzie do dzialaczy z poszczególnych landów. Pominieto przy tym Breme, Hesje i Szlezwik-Holsztyn. W ten sposób wykluczono oficjalnie te landy, natomiast dzialacze pochodzenia zydowskiego lub przychylni organizatorom mieszkajacy w tych i innych landach mogli brac udzial w zjezdzie z klucza tzw. organizacji branzowych.Na konferencji przewidzianych bylo 61 miejsc, z tego Janusz Marchwinski
mial pewne 59 proc. czyli 36 glosów, w tym: 24 glosy z tzw. organizacji landowych, 7 z tzw. organizacji branzowych oraz 5 z Forum Polskiego. Z czasem jednak liczba odmów powiekszala sie, gdyz zrezygnowaly z udzialu w zjezdzie: Kongres Polonii Niemieckiej, Zwiazek Polaków w Niemczech "Rodlo", Zwiazek Polaków "Zgoda" w RFN i Katolickie Centrum Krzewienia Jezyka, Kultury i Tradycji Polskich, a takze Polskie Towarzystwo Medyczne.Henryk Przemyski