Nasz Dziennik, Sroda, 4 lipca 2001r. - nr 154

W cyklu artykulów podsumowujacych 10-lecie "Polsko-niemieckiego Traktatu o dobrym sasiedztwie i przyjaznej wspólpracy" przedstawiamy kolejny, piaty juz material na ten temat. Dzis ponownie pisze jeden z dzialaczy polonijnych w Niemczech, który rozpoczal cykl artykulów na temat Traktatu, przypominajac najnowsza historie dzialalnosci organizacji polonijnych w RFN.

Traktat polsko-niemiecki, a konkretnie artykuly 20 i 21 reguluja sprawy "mniejszosci niemieckiej w Rzeczypospolitej Polskiej (...), [osób - red.] które sa niemieckiego pochodzenia albo przyznaja sie do jezyka,kultury lub tradycji niemieckiej, a takze osób w Republice Federalnej Niemiec, posiadajacych niemieckie obywatelstwo, które sa polskiego pochodzenia, albo przyznaja sie do jezyka, kultury lub tradycji polskiej (art. 20 ustep 1)". Ustep 3 tego artykulu mówi m.in., ze osoby wymienione w ustepie 1 maja prawo do: "(...) zakladania i utrzymywania wlasnych instytucji, organizacji lub stowarzyszen oswiatowych, kulturalnych i religijnych, które moga sie ubiegac o dobrowolne wklady finansowe i inne, jak równiez o pomoc publiczna, zgodnie z prawem krajowym (...)".

Po latach okazalo sie, ze ten zapis w Traktacie byl przez niemieckich negocjatorów bardzo dobrze przemyslany i niezmiernie precyzyjnie okresla pelnie praw Niemców w Polsce i beznadziejna pozycje Polaków w Niemczech.

Dla przypomnienia dodajmy, ze Polacy stracili status mniejszosci narodowej w Niemczech w roku 1938 dekretem podpisanym przez Adolfa Hitlera, a wiec po 53 latach polsko-niemiecki Traktat potwierdzil bezprawie wyrzadzone Polakom przez Niemców. Dodatkowym faktem, który powinien od poczatku budzic zastrzezenia, bylo podporzadkowanie spraw organizacji Polaków w Niemczech Federalnemu Ministerstwu Spraw Wewnetrznych, podczas gdy w Polsce zajmuje sie tym Ministerstwo Kultury.

Czesc polonijnych dzialaczy od samego poczatku krytykowala ten zapis Traktatu i zadala jego zmiany przed ratyfikacja w Warszawie. Niestety, interesy polskich elit politycznych byly zgodne z interesami strony niemieckiej i nie bylo mowy o zmianie Traktatu. Zarówno urzednicy Federalnego MSW, jak i dyplomaci polscy zgodnie zapewniali, ze zapis Traktatu daje takie same prawa mniejszosci niemieckiej w RP, jak i"grupom polskim" w RFN.

Próby zjednoczenia

Zaraz po podpisaniu Traktatu zaobserwowac mozna bylo ozywienie dzialalnosci polonijnej. Obok istniejacych juz organizacji, z których Zwiazek Polaków w Niemczech tzw. Rodlo i Zwiazek Polaków w RFN "Zgoda" mialy najwiekszy prestiz, ale skupialy glównie osoby starsze, zaktywizowaly sie organizacje mlodsze, powstale w latach 80. i na poczatku 90. Jednak szukaly one jeszcze swojego miejsca i tylko lokalnie odgrywaly jakas role.

Pierwsza próbe integracji i stworzenia silniejszej struktury organizacyjnej, majacej zasieg federalny podjela sie w 1992 roku grupa dzialaczy o pogladach katolicko-narodowych. W roku 1992 az 16 organizacji - w tym "Zgoda" - powolaly do zycia Kongres Polonii Niemieckiej. Pierwszym prezesem Kongresu zostal ks. Jerzy Sobkowiak.

Kongres mial szanse skupic pod swoimi skrzydlami prawie 80 procent organizacji. Bardzo szybko okazalo sie, ze nie jest to na reke zarówno duzej grupie dzialaczy pochodzenia zydowskiego (glównie emigrantów z roku 1968). Poza tym nie bylo dobrze widziane przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych i podlegle mu sluzby dyplomatyczne w Niemczech, ani przez niemieckie MSW.

 

"Konkurencja"

Bardzo szybko doszlo do powolania konkurencyjnej struktury federalnej o nazwie Forum Polskie. Glównymi filarami Forum, które nie bylo organizacja sensu stricte, a tylko tzw. grupa robocza, byly trzy osoby:

Alina Perth-Grabowska (Monachium) - byla wspólpracowniczka Radia Wolna
Europa, Aleksander Zajac (Akwizgran) - dzialacz "Solidarnosci" i Andrzej
Szulczynski (Berlin) - dzialacz KIK-u. Najwazniejsza jednak osoba w
Forum Polskim byla Alina Perth-Grabowska (pochodzenia zydowskiego),

która skutecznie nie dopuszczala do stworzenia jednej organizacji dachowej. Pretekstem do odmowy laczenia sie z Kongresem bylo czlonkostwo w Kongresie "Zgody" z prezesem inz. Wladyslawem Janikiem. Janik zostal zmuszony do wystapienia z Kongresu, ale Alina Perth-Grabowska i tak nie wstapila do jego struktur.

W miedzyczasie Niemcy, wiedzac o istniejacej sytuacji wsród zwiazków polskich, postawili warunek, ze rozmawiac beda na temat finansowania organizacji tylko wtedy, gdy Polacy stworza jedna wspólna organizacje dachowa. W tym celu zwolali w kwietniu i pazdzierniku 1994 roku dwa seminaria w Trawemuende, w osrodku Zwiazku Wypedzonych z Prus Wschodnich. Do porozumienia pomiedzy dzialaczami pochodzenia zydowskiego i Polakami nie doszlo. Nastepne seminarium mialo sie odbyc w maju 1995 roku w miasteczku Boppard.

Podzialy

W roku 1994 prezesem Kongresu Polonii Niemieckiej zostal dr Zbigniew Szczepanski, lekarz z Lennestadt w Nadrenii. Szczepanskiemu udalo sie rozszerzyc wplywy Kongresu, jednak kadencja jego nie trwala dlugo, gdyz ustapil po prowokacji, jakiej dopuscili sie czlonkowie zarzadu, wysylajac bez jego zgody obrazliwy list do kanclerza Niemiec Helmuta Kohla. Autorem listu byl dr Edward Kieyne (okreslajacy sie jako polski ewangelik). W kwietniu 1995 roku dr Z. Szczepanski ustepuje i opuszcza Kongres, a jego miejsce ponownie zajmuje ks. Jerzy Sobkowiak.

Wraz z dr. Szczepanskim z Kongresu wystapilo kilka innych organizacji, które zalozyly razem z innymi zwiazkami z Niemiec Pólnocnych Unie Polonii Niemieckiej. Rozlam ten mial miejsce na krótko przed seminarium w Boppard.

Zwolano je 25 czerwca 1995 roku w budynkach Federalnej Akademii Administracji. Na tym trzecim juz z kolei seminarium Niemcy naciskali bardzo mocno na powolanie przez Polaków jednej organizacji dachowej. Do Boppard przyjechali przedstawiciele Forum Polskiego i Unii Polonii Niemieckiej. Kongres Polonii Niemieckiej zbojkotowal to spotkanie. "Rodlo" i "Zgoda" przyjely stanowisko obserwatorów.

Poczatki Polskiej Rady w Niemczech

Malo który z dzialaczy polskich wiedzial o tym, ze spotkanie w Boppard bylo juz bardzo dobrze przygotowane przez fachowców z Federalnego MSW w Bonn. Na obrady nie przyjechala Alina Perth-Grabowska. W zamian za to na sali obrad znalazl sie nagle Janusz Marchwinski, czlowiek, który uprzednio nie byl powszechnie znany Polonii.

Marchwinski jest pochodzenia zydowskiego, emigrowal pod koniec lat szescdziesiatych z Polski. W RFN pracowal jako redaktor techniczny w rozglosni Radia Wolna Europa. W Monachium dzialal wspólnie z Alina Perth-Grabowska w jednej organizacji. Na spotkanie w Boppard zostal sciagniety przez niemieckiego koordynatora i wysokiego urzednika MSW Gorch Focka.

Po dwudniowych burzliwych dyskusjach dzialacze zydowscy z Forum Polskiego zaproponowali Unii Polonii Niemieckiej i przedstawicielom niezrzeszonych organizacji utworzenie tymczasowej Polskiej Rady w Niemczech. Rada ta miala przygotowac statut przyszlej organizacji dachowej zwiazków polskich w Niemczech oraz przygotowac drugie spotkanie w Boppard w listopadzie 1995 roku. Decyzje Rady mialy zapadac jednoglosnie, co - wydawalo sie - byloby wystarczajacym zabezpieczeniem przed samowola pojedynczych dzialaczy. Przewodniczacym Rady zostal Janusz Marchwinski, który sam zglosil swoja kandydature, a zastepcami: Michael Weintraub - emigrant z roku 1968, pochodzenia zydowskiego i wspomniany juz Aleksander Zajac. Wszyscy panowie byli zwiazani z Forum Polskim Aliny Perth-Grabowskiej.

"Zjednoczenie" wedlug MSW...

Od momentu powolania tymczasowej Polskiej Rady w Niemczech rozpoczal sie proces podporzadkowywania sobie organizacji polskich przez wszechwladne Federalne Ministerstwo Spraw Wewnetrznych. Trzyosobowy zarzad tymczasowej Rady - a szczególnie Marchwinski i Weintraub - dzialajac w mysl zasady, ze tylko glupcy trzymaja sie podpisanych zobowiazan, rozpoczeli "organizowanie" Polonii. Obaj panowie mieli nieograniczony dostep do Gorch Focka. Poza tym bardzo przychylnie odnosili sie do ich poczynan polscy dyplomaci zydowskiego pochodzenia z Ambasady RP w Kolonii, jak np. dr Andrzej Kremer, obecnie konsul generalny RP w Hamburgu.

Prace powolanej komisji statutowej blokowane byly bardzo skutecznie przez wymienionego juz uprzednio Andrzeja Szulczynskiego (KIK w Berlinie). Zaproponowany statut opieral sie na statucie Unii Polonii Niemieckiej i zakladal stworzenie Centralnej Rady, w sklad której mieli wchodzic zweryfikowani przedstawiciele organizacji ze wszystkich landów niemieckich. Rada ta miala zbierac sie 4 razy do roku i ustalac wytyczne, których realizacja na co dzien mial zajmowac sie 5-osobowy zarzad. Taka struktura ograniczalaby zajmowanie waznych stanowisk przez osoby, które nie maja jakiegokolwiek poparcia w srodowiskach polskich w Niemczech, jak np. J. Marchwinski, który nie byl delegowany przez zadna z organizacji....pod wodza Marchwinskiego

Zwolane w dniach 17-19 listopada 1995 roku drugie spotkanie w Boppard pokazalo, jak dobrze potrafia wspólpracowac niemieccy urzednicy z MSW, polscy dyplomaci i dzialacze polonijni zydowskiego pochodzenia. Tu juz nie bylo mowy o jakimkolwiek przypadku. Perfekcyjnie przygotowany scenariusz nalezalo wykonac bez protestu, i poddac sie dyktatowi wszechwladnego juz Janusza Marchwinskiego.

Zebranym przedstawiono pod "dyskusje" nieznany nikomu statut sporzadzony przez niemieckiego adwokata z Bonn Edgarda Kellera, wspólpracownika niemieckiego MSW. Próby wprowadzenia jakichkolwiek zmian w niekorzystnym dla Polaków statucie byly przez autora natychmiast odrzucane. Gorch Fock nie upuszczal sali obrad, stwierdzajac, ze bedzie "co jakis czas wtracac sie do dyskusji". Statut poparl zasiadajacy za stolem prezydialnym "polski dyplomata" dr Andrzej Kremer, który stwierdzil, ze jest prawnikiem (skonczyl UJ w Krakowie) i ocenia statut pozytywnie.

Po bardzo burzliwych dyskusjach Gorch Fock oswiadczyl, ze nastepnych spotkan Polonii nie bedzie, gdyz nie bedzie wiecej wydawal pieniedzy niemieckiego podatnika. Zazadal natychmiastowego podpisania statutu i zalozenia Polskiej Rady w Niemczech - Zrzeszenia Federalnego. Ci, którzy nie chca podpisac, moga wyjsc. Obecni na sali polscy dyplomaci nie sprzeciwili sie takiemu dyktatowi postawionemu przez Niemców.

 

Wygodna dla MSW

W ten sposób powolana zostala do zycia "ogólnoniemiecka" Polska Rada w Niemczech - Zrzeszenie Federalne pod przewodnictwem Janusza Marchwinskiego, uznana natychmiast przez Federalne MSW za jedyna reprezentacje Polaków w Niemczech. Od tego momentu rozdzial funduszy (rocznie okolo 400 tys. marek niemieckich) na dzialalnosc polonijna w RFN mial w swoich rekach duet: Marchwinski, Weintraub.

Na dziewieciu czlonków zarzadu PRwN Zrzeszenia Federalnego minimum szesciu bylo pochodzenia zydowskiego. Natomiast w wybranej jednoczesnie komisji rewizyjnej na trzech czlonków - dwóch bylo pochodzenia zydowskiego. cdn.

Henryk Przemyski

ciag dalszy